środa, 29 kwietnia 2015

Rozdział Trzeci

 Po jakimś czasie zbudziły ją prychnięcia Pardony. Przetarła oczy i spojrzała w dół. Zobaczyła las, i sosnę. Niedaleko była plaża i domki. Jakiś pawilon. Nie chciała robić zamieszania lądując smokiem pośrodku ogniska, więc postanowiła wylądować na polanie przed granicą. Zeskoczyła z grzbietu smoka i dała jej papryczkę, czyli to co bardzo lubiła. Z jej nozdrzy buchnął dym a dziewczyna z uśmiechem wyszeptała jej kilka włoskich słów do ucha. Padrona spojrzała na nią ze zrozumieniem i zmieniła rozmiar. Teraz była wielkości dużego kota. Wysunęła łepek spod czarnego siodła i wydała odgłos podobny do kichnięcia.
-Chodź ty tutaj.-powiedziała Lynn i otworzyła plecak. Wyłożyła środek dodatkową bluzką i pozwoliła Pardonie wczołgać się do środka. Nie zapięła plecaka żeby smok mógł wyglądać na zewnątrz. Wzięła siodło i walizkę po czym ruszyła do obozu.-Pozwalam ci wejść Pardono.-powiedziała tak jak radził jej Nico. Potwór nie mógłby sam wejść przez granicę. Rozejrzała się wokół. Pod wielką sosną chrapał inny smok. "Kiedyś się na nią wdrapię." przyrzekła sobie i weszła pomiędzy drzewa. Wszystko wyglądało normalnie. Zielone drzewa, ciemna ziemia i odgłosy żyjątek. Gdzieś w oddali migotały światła. Poczuła ciężar na ramieniu i spojrzała na Padronę. Smoczyca położyła na niej łepek i przymknęła oczy. Dziewczyna poklepała ją czule i zaczęła iść dalej. Było już po zachodzie słońca,  kiedy wyszła na żwirową ścieżkę. Jakby poszła w lewo, trafiłaby na ognisko. Ludzie śpiewaliby, Chejron ja przedstawiał i pewnie każdy chciałby ją poznać. Pamiętała jak Will i Nico opowiadali jej o tym wydarzeniu.
-Ogień przybiera kolor nastroju obozowiczów. Czasami bucha pod niebo i skrzy się iskierkami. Ludzie się bawią, śpiewają. To wspaniała tradycja.-mówił jej Will, kiedy siedziała mu na kolanach jako mała dziewczynka.
-Wcale nie.-skarżył się Nico.-Ogień osmalał porządnym ludziom włosy i podpalał trawy. Ludzie krzyczeli i uciekali w popłochu.-siedział na ziemi opierając się plecami o fotel.
-Niewiarygodne. Pamiętasz jak poszliśmy razem na ognisko?
-Tak. Wywróciłem się na kamienie.-Nico wzruszył ramionami, a Lynn roześmiała się wesoło.
  Albo mogła pójść prawo, prosto do domku i rzucić się na łózko. To chyba bardziej jej pasowało. W sumie mogła zamieszkać w trzech domkach, domku Apolla, Tanatosa lub Hadesa. Po chwili wybrała domek Hadesa. Nie mogłaby mieszkać w jednym domku z masą ludzi, dlatego domek Apolla odrzuciła od razu. Domek Tanatosa też, ponieważ podobno tam też mieszkali ludzie. Jej rodzeństwo. Nie chciała ich poznawać. Wolała nie komplikować swojego życia bardziej niż na razie było. Więc zostaje domek Hadesa. W sumie to pasowało jej to. Wyszła powoli z cienia i kiedy zobaczyła, że nikt nie mógłby jej zauważyć wślizgnęła się do domku.
-Wow.-szepnęła do siebie i Pardony. Odłożyła siodło na korytarzu i spojrzała na wnętrze.
  Wszystko było utrzymane w ciemnych kolorach. Ciemne podłogi i ściany, czerwone dywany i zasłony. Obrazy w złotych ramach. Weszła głębiej. W salonie stały dwie czarne kanapy i stolik do kawy. W rogu kwitła jakaś zielona roślinka w czerwonej donicy. Łazienka była w ciepłych kolorach brązu i złota. Trzymając się poręczy, dziewczyna weszła po schodach na górę i otworzyła drzwi swojej sypialni. Wąskie łóżko z czarną pościelą, obok szafka z lampką nocną w kształcie ducha. Niedaleko stało biurko i szafa. Na ścianie było przymocowane kilka półek, więc Lynn szybko wypakowała książki i umościła Pardonie posłanie w rogu pokoju. Położyła tam smoczka i rzuciła plecak na łózko. Odpięła miecz od pasa i oparła go o szafę. "Czyli teraz tu będę przesiadywać." pomyślała oceniając efekty pracy.
-Teraz tylko ciuchy.-wymamrotała i otworzyła walizkę. Podeszła do szafy i uchyliła jedno skrzydło. Było puste, z wyjątkiem skrawka papieru na górnej półce. Lynn sięgnęła do niego i zobaczyła zdjęcie. Na środku stał Will z Nico trzymając się za ręce. Obok Nico stała ciocia Hazel z Frankiem i Argea z Buckiem oraz...czy to Reyna z tym brunetem? Po stronie Willa zobaczyła Percy'iego i Annabeth, Jasona i Piper oraz Valdeza z Calypso. Byli tam wszyscy których znała. Jeszcze młodzi. Na zdjęciu Nico nie mógł mieć więcej niż osiemnaście lat. Wszyscy mieli obozowe koszulki i paciorki. Evelynn uśmiechnęła się do zdjęcia i zawiesiła je nad łóżkiem. Wróciła do walizki i zaczęła składać ubrania i wkładać do szafy. Na samym dnie walizki znalazła coś zawinięte w złoty papier. Wyjęła ostrożnie i przeczytała przypiętą karteczkę.
Wszystkiego najlepszego, Lynn! Zamówiłem ją jakiś czas temu i pomyślałem że ci się spodoba. Kochamy ~Will
  Odłożyła kartkę i rozerwała papier. W środku leżała czarna bluza, kangurek, z szerokim kapturem. Po środku srebrna nicią były wyszyte trzy litery: CHB.
-Dziękuję.-powiedziała to na głos choć wiedziała że nie usłyszy. Włożyła ją przez głowę i spojrzała w lustro. Bluza była obszerna i workowata więc bez trudu ukrywała kształty. Dziewczyna westchnęła z ulga. "Jak oni dobrze mnie znają." pomyślała z wdzięcznością i postanowiła jeszcze nie ściągać prezentu. Pachniał jej domem. Wzięła książkę Nico i usiadła na kanapie. Przeczytała kilka pierwszych rozdziałów, ale po chwili odpłynęła.
  Obudziło ją słońce parzące jej oczy oraz chrapanie Pardony. Najwyraźniej w nocy nakryła ją kocem i sama położyła się w nogach kanapy. Dziewczyna zamrugała kilka razy i przypomniała sobie gdzie jest. Spojrzała na zegar i zdała sobie sprawę, że ma dwadzieścia minut do śniadania. Zaklęła cicho i zrzuciła koc na smoka. Padrona prychnęła i wyciągnęła grzbiet.
-Hej, mała. Idziemy na śniadanie?-spytała Lynn. Rzuciła się na górę i włożyła jeansy. Bluzy mogłaby wcale nie zdejmować. Zbiegła na dół gdzie czekała na nią smoczyca z zniecierpliwionym wyrazem pyszczka.-No już, już.-uklękła i zasznurowała trampki. Kiedy podniosła wzrok napotkała spojrzenie Padrony, trzymającej coś w pysku. Podeszła bliżej i zauważyła fioletową wstążkę.-Strojnisia.-mruknęła i zawiązała ją w kokardkę na szyi smoka. Ten podniósł łeb i spojrzał na nią z duma.-Tak, wyglądasz pięknie. W przeciwieństwie do mnie.-jęknęła i spojrzała w lustro. Spinka nadal trzymała mocno włosy, chociaż kilka wymknęło się z fryzury. Tak to wszystko było w normie. Blada skora, piegi i cienie pod oczami.-Ee tam. Mogę tak wyjść.-złapała Padrone, która wskoczyła jej na barki i zawinęła lekko na szyi. Otworzyła drzwi i wyszła na słońce. "Jeśli szybko pójdę zdążę na czas." Zarzuciła kaptur na głowę i ruszyła szybko lasem na skróty. Co chwile widziała ludzi, miedzy drzewami, idących ścieżką. Wtedy skręcała głębiej w las a po jakimś czasie wracała na szlak. Evelynn minęła przynajmniej pięćdziesiąt drzew iglastych zanim udało jej się wejść do pawilonu. Naciągnęła kaptur jeszcze głębiej na głowę i czekała przy wejściu.

*Jeszcze jeden!
*Opóźnienia zafundowała wam: CHEMIA! PRZEDMIOT WASZEJ PRZYSZŁOŚCI!
*Reyna kogoś tu ma bo ma go też na innym z moich blogów ehh
*Prosiłabym o pokazanie że tu byliście! ^^

niedziela, 19 kwietnia 2015

Rozdział Drugi

  Przed południem szli ścieżką w parku. Lynn trzymała torbę na ramieniu. Było tam kilka kanapek, owoce i picie. Jakiś mały koc. Spakowali się naprędce, ubrali i wyszli. Lynn miała na sobie czarną bluzkę i jeansowe ogrodniczki. Sznurówki czarnych trampek wcisnęła do buta, żeby się nie wymknęły. Will spiął jej włosy spinką, w pędzla, który obijał się o jej szyję z każdym większym podskokiem. Mimo, że kończyła dzisiaj szesnaście lat, nadal nie potrafiła ułożyć sobie włosów. Może byłoby to dziwne. W sumie to jest. Ale lubiła kiedy Will bawił się jej włosami, a Nico marudził, żeby się pośpieszyli. I tak każdego dnia. To była jej ulubiona fryzura i jej się trzymała. Nico założył czarne spodnie i bluzkę. Jego włosy również były spięte w koczka. Ściskał Willa za rękę i nie zwracał uwagi na otaczający go świat. Will również nie przejmował się niczym innym, tylko swoim chłopakiem i (w pewnym sensie) córką. Rozmawiali na różne, niezobowiązujące tematy, chociaż każdy wiedział czym skończy się ten dzień. Pożegnaniem.
-Możemy usiąść tutaj.-zaproponował po chwili Will. Spojrzał krytycznie na kawałek zieleni, pogrążony w cieniu drzewa.
-Ok.-Nico wyjął koc z torby i położył na trawie. Evelynn rzuciła torbę obok i usiadła ze skrzyżowanymi nogami. Wyjęła czerwone jabłko i mocno wgryzła się w miąższ. Był kwaśny, więc podrażnił jej pogryzione wargi. Skrzywiła się lekko, ale po chwili wróciła do owocu. Jej ojcowie byli pogrążeni w rozmowie o tym, że Nico jest zbyt blady.
-Całe dnie siedzisz w tym pokoju. Wyszedłbyś na słońce.-gderał Will. Lynn uśmiechnęła się, myśląc o Willu w czerwonym fartuszku z wałkiem w ręce.
-Bogowie. Mógłbyś przestać marudzić. Masz szczęście, że w ogóle stamtąd wychodzę.-Will zbladł słysząc te słowa.
-Jesteś na prawdę niedorzeczny. Siedzisz tam każdego dnia, od kilku miesięcy. Jak możesz...
-Oh, przestań. Pracuję nad czymś.-przewrócił oczami i wrzucił do buzi kilka ziaren granatu.-A raczej pracowałem.-poprawił po chwili.
-Czyli już nie pracujesz?-zapytała Lynn z nadzieja w głosie.
-Nie. Myślę że zrobię sobie urlop od klawiatury.-zamachał palcami i uśmiechnął się.-Dosłownie.-wyciągnął z kieszeni kopertę i podał Willowi. Złotowłosy otaksował go wzrokiem i podarł kopertę. Wyciągnął dwa bilety.
-Co to?-zapytał.
-Pomyślałem że wyjedziemy na miesiąc.-Lynn wiedziała, że teraz nie będzie miała wyjścia. Mówi wyjechać, żeby dać im odpocząć. Teraz zdała sobie sprawę jakim była ciężarem.-Evelynn?-głos Nico wdarł się do jej podświadomości. Zamrugała oczami i spojrzała na opiekuna.-Nie masz nic przeciwko?
-Jak mogłabym mieć? -zapytała wesoło.-Nie. Jedźcie. Kiedyś musi być ten pierwszy raz.-westchnęła. Nie zauważyli tego i widać było, że poczuli ulgę.-Gdzie jedziecie?
-Pomyślałem, że pokażę ci Włochy.-głos Nico był drżący, a sam mężczyzna zrobił się lekko czerwony i nerwowo spoglądał na chłopaka.
-Na prawdę? To wspaniale.-posłał mu promienny uśmiech, przez co Nico rzeczywiście się uspokoił.
-A właśnie! Pracowałem, żeby skończyć to na dzisiaj. I około czwartej w nocy mi się udało.-powiedział z dumą i wyjął plik papierów z torby. "Dlatego była taka ciężka."-pomyślała Lynn.-To prezent urodzinowy.-wzięła ostrożnie kartki i spojrzała na nie. Na pierwszej było ładną czcionka napisane: "Podziemne Dzienniki". Przekartkowała plik, a jej twarz rozjaśnił uśmiech, przez co Nico i Will również się uśmiechnęli.
-Nie wiem co powiedzieć, Nico. Przez to nie wychodziłeś z pokoju? Dla mnie? Pisałeś dla mnie książkę?-głos jej się łamał. Nico spędził tyle dni w ciemnym pokoju, sam na sam z ekranem i pisał książkę? Nico był z zawodu pisarzem i wydał już kilka tomów, ale ten miał się ukazać dopiero wiosną następnego roku. Nowa seria opowiadająca o losach dziewczyny, córki Tanatosa, która samotnie musiała pokonać podziemne rzeki Hadesu. Jej oczy były pełne łez.
-Wiesz, chciałem, żebyś miała coś swojego w obozie. Myślę, że niewydana książka to dobry pomysł.-dziewczyna odłożyła delikatnie kartki na koc i wtuliła się mocno w bluzkę Nico. Czuła się bezbronna, ale i bezpieczna. Tak jak wtedy, kiedy była mała, otaczał ja ramionami, broniąc przed całym światem. Kiedy wymykali się do McDonalda, kiedy Willa nie było w domu. Lubiła te przelotne chwile radości. Odsunęła się powoli i uścisnęła Willa. Uznała, że nigdy nie zamieniłaby ich na żadnych innych rodziców na świecie.
  Spędzili miłe popołudnie rozmawiając o głupotach. A kiedy słońce zaczęło zachodzić, złożyli koc i ruszyli w drogę powrotna. Lynn wbiegła po schodach do pokoju i złapała walizkę i przymocowała czarny miecz do boku. Dostała go od Nico, kiedyś był jego. Otrząsnęła się i w ostatniej chwili wpakowała tam swoje książki. Po chwili troje stali an progu ich wspólnego domu.
-Nico chciał dać ci smoka, ale stwierdziłem, że to głupi pomysł.-Razem z Nico próbowali utrzymać poważne miny. Tylko oni wiedzieli o ich małym sekrecie. Evelynn miała smoka. Dokładnie smoczycę. Miała na imię Padrona. Była ciemna jak niebo nocą, a jej łuski świeciły jak gwiazdy. Oczy wielkie i jasne jak księżyce. Potrafiła zmienić rozmiar, więc nie było problemu z trzymaniem jej w pokoju, na strychu. Lynn uczyła się na niej jeździć od ósmego roku życia. Znały się już na wylot i ufały każda każdej. Evelynn źle się czuła oszukując Willa, ale wiedziała że to dla ich dobra. Will dostałby palpitacji serca, gdyby dowiedział się co robiła w czasie tych "weekendowych wyjazdów". Jak skakała po drzewach i robiła podniebne akrobacje na grzebiecie bestii. Jak łamała ręce i nogi spadając z konarów coraz to wyższych drzew, albo z nieba przy lekcjach latania. Albo kaleczyła się przy zabawach z Padroną. Wymieniła z Nico ostrożne spojrzenie, ale nie wyglądało na to żeby próbował coś wyjaśniać. Twarz miał obojętną, ale Lynn wiedziała ile go to kosztuje.-Więc poprosiłem, żeby przysłali pegaza. Znasz drogę, prawda?
-Jasne.-przyznała. Znała drogę do obozu. Pokazali jej ją dawno temu, na wszelki wypadek. Ale nigdy z niej nie skorzystała. Argea* nałożyła barierę ochronną na ich dom, więc byli bezpieczni.-Pamiętam.
-Spotkamy się pod koniec lipca.-powiedział Nico.-Przyjedziemy do obozu, spędzimy tam miesiąc i wrócimy do domu.
-A co mam zrobić z walizką?-pociągnęła ją po tarasie. Była przygotowana na jazdę na smoku, nie na pegazie.
-Przeniosę ją cieniem.-zaproponował Nico.-Wiesz, że nic innego nie mogę zrobić.-wtrącił kiedy Will otwierał usta, żeby zaprotestować i szybko je zamknął.-Jakbyś jednak nie pamiętała drogi masz mapę.-dał jej złożoną kartkę i mrugnął porozumiewawczo.
-Dzięki.-uśmiechnęła się smutno.
-Ej.-Will położył jej dłoń na ramieniu.-W obozie jest na prawdę fajnie.
-Mów za siebie.-mruknął Nico. Wiedział, że to drażni Willa.
-Przecież polubiłeś obóz!-złotowłosy rozłożył ramiona.
-Niech będzie.
-Będzie tam Zack i Alice. I Dylan z siostrą.-Lynn wzdrygnęła się na tę uwagę. "Czyli ludzie których odtrąciłam." pomyślała. Nico musiał zauważyć jej zmieszanie więc szybko zmienił temat.
-Mają dobre jedzenie. Nie ma fast foodów, ale nie jest źle.
-Jak ja wytrzymam bez frytek i hamburgerów?-powiedziała na wpół serio na wpół żartem.-I coli?
-Pan D. ma zapasy coli w Wielkim Domu. Idź do jedenastki. Dzieciaki Hermesa skombinują wszystko.-poradził Nico. Will westchnął ciężko i uśmiechnął się pod nosem. Usłyszeli chrzęst kopyt za sobą i zobaczyli czarnego konia ze skrzydłami na podjeździe. Evelynn przełknęła ślinę i spojrzała wokół siebie.
  Pamiętała jak pierwszy raz całkowicie rozłożyła skrzydła. Jak wzleciała wysoko mimo protestów opiekunów. Pamiętała jak bawiła się tutaj z innymi dziećmi. Między innymi z kuzynem, Zackiem czy Alice, która wtedy była dla niej jak siostra. Jak wywróciła się na rolkach i zdarła kolana a wtedy dali jej ambrozji. Przypomniała sobie ten dzień kiedy Nico wpakował ją do samochodu i pojechali do lasu. Po dłuższej wędrówce wyszli na polanę, a jej oczom ukazało się czarne smoczątko z oczami jak spodki. Nico z zaciekaniem spoglądał jak mała Lynn kładzie sobie jego głowę na kolanach i gładzi ciemne łuski. Szeptała coś do małego stworka uspokajająco. Dwa księżyce wpatrywały się Evelynn z uwielbieniem i zaufaniem. Już wtedy Nico był pewien że zostaną przyjaciółkami. To było tydzień po jej feralnych ósmych urodzinach. I teraz dziewczyna spoglądała ponad płot, i widziała zarys wysokich drzew w oddali. Otrząsnęła się szybko i przytuliła ich obu. Zostawiła walizkę Nico i zbiegła po schodach. Wskoczyła lekko na grzbiet zwierzęcia i z łzami w oczach pomachała opiekunom.
-Wszystko będzie dobrze!-zawołał maleńki Will stojący na ganku.
-Dasz sobie radę.-zawołał Nico skacząc w cień z walizka w rękach.
  Evelynn patrzyła jak jej dom oddala się szybko, z czasem kiedy wzlatywała coraz wyżej i wyżej. Otarła oczy i policzki i pogłaskała szyję pegaza.
-Czy ja cie nie znam?-spytała cicho, ale koń nie zamierzał jej odpowiadać. Wzruszyła ramionami i spojrzała na mapę. W jednej trzeciej drogi był zaznaczony czarny x z podpisem: Wyląduj w pobliżu. "Grabisz sobie, Nico. Grabisz." pomyślała kręcąc głową z rozbawieniem. W wskazanym miejscu poklepała zwierzę w bok. Pegaz rzucił jej podejrzliwe spojrzenie, ale wylądował. Zeskoczyła z jego grzbietu i weszła w ciemną gęstwinę. Wiedziała już co tam znajdzie.
-Padron?-spytała cicho. Usłyszała szelest liści i łamanie gałązek. Po chwili spomiędzy krzaków wyłonił się granatowy łeb.-Witaj przyjaciółko.-pogładziła ją po pysku. Powietrze buchnęło z nozdrzy smoka. Lynn zaśmiała się cicho. Sama głowa Padrony była większa od niej samej. Dziewczyna spojrzała dalej i zauważyła walizkę przyczepiona bezpiecznie do boku przyjaciółki.
-Widać że Nico tu był.-przewróciła oczami i podeszła poprawić zapięcie, ponieważ Nico nie umiał dobrze tego zrobić. Szybko przeprowadziła inspekcję i poprawiła popręgi. Wspięła się na jej grzbiet i usiadła w swego rodzaju "siodle". Wolała jeździć na oklep, ale widać Nico wszystko załatwił. Obok zauważyła zaczepiony o oparcie czarny plecak. Spojrzała do środka i zauważyła wodę, owoce i ubranie na zmianę. Odłożyła go z poklepała Padronę po długiej szyi. Jej przyjaciółka rzuciła jej szybko spojrzenie z wyrzutem.-No co?-dziewczyna zmarszczyła brwi, próbując sobie przypomnieć.-Oh. Rzeczywiście.-zagwizdała przenikliwie. Z nieba zleciał czarny pegaz.-Hej, mały. Mam już transport więc możesz wracać.-koń skinął głową i machnął skrzydłami. Ponownie poprosiła przyjaciółkę, żeby wzleciała, ale tym razem zareagowała błyskawicznie. Przecinały powietrze i wznosiły się ku górze. Mimo, że Lynn była przyzwyczajona do tej dawki adrenaliny i wolności, roześmiała się głośno. Po trzech godzinach w siodle postanowiła się zdrzemnąć.-Nie masz nic przeciwko?-zwróciła się do smoka. Padron spojrzała na nią z czułością, niczym starsza siostra i pacnęła ją pyskiem w policzek.-Dzięki.-dziewczyna zamknęła oczy i pogrążyła się w śnie.

*Następny!
*W tym pożegnaliśmy Nico i Willa. Prawdopodobnie pojawia się jeszcze na końcu tej części.
*Jak zwykle proszę o motywacje. ^^
*Błędy zgłaszać. Byłabym wdzięczna.

*Argea-postać występująca w innym z moich blogów. Dokładnie w Dzieci Hadesa. Jest córka pana podziemi i siostrą Nico. Przewodzi obozowi herosów, którzy chcą wieść spokojne życie i nie być...herosami. Potrafi nakładać silną magię na budynki i ludzi tak, żeby nie znalazły ich potwory, wiec wszyscy ją kochają za to ,że potrafi dać im namiastkę normalności. Akurat tutaj nałożyła Mgłę na dom Nico i Willa. Kochana postać.

piątek, 10 kwietnia 2015

Rozdział Pierwszy

  Mgła zaczęła spadać na ziemię niedługo po wschodzie słońca. Promienie wpadały przez okno i oświetlały mały pokój na poddaszu jasnego domu jednorodzinnego. Z pod brązowej kołdry wystawały ciemne włosy i słychać było ciche chrapanie.
-Evelynn.-na progu stał blady, ciemnowłosy mężczyzna w szlafroku i z gazetą w ręce. Miał podkrążone oczy i zaspany głos. Dłuższe włosy spiął w kok na karku.-Wstawaj.-odpowiedział mu głośny jęk spod kołdry. Kiedy zobaczył że dziewczyna rozkopuje kołdrę zszedł po schodach do kuchni.
  Evelynn wyciągnęła ręce ziewając i zerknęła w lustro w kącie. "Piękna jak zawsze."-pomyślała ironicznie. Miała na sobie strój do spania, czyli za duże bokserki w paski i bluzkę z krótkim rękawem. Włosy do łopatek sterczały jej na wszystkie strony przypominając stracha na wróble. Przeczesała je dłonią, odsłaniając twarz. Tak jak codziennie była blada, a jej twarz i ramiona obsypywały piegi, kolorem przypominającym kolor jej oczu. Wstała, ziewnęła jeszcze jeden raz i podeszła do biurka. Złapała szczotkę i spinkę do włosów i ruszyła do kuchni.
  Kiedy przekroczyła próg poczuła zapach kawy, czyli tego co było jej tak potrzebne. Nalała sobie trochę napoju do ulubionego kubka z czaszką i opadła na stołek naprzeciwko opiekuna.
-Hej, Nico.-przywitała się i wzięła łyk ciemnej cieczy, która rozgrzała ją przyjemnie od środka. Nico również pił kawę, w drugiej ręce trzymał rozłożoną gazetę. Podniósł na nią zmęczony wzrok i wysilił się na uśmiech.
-Cześć, Evelynn. Wszystkiego najlepszego.-uśmiechnęła się smutno.
-Dzięki.-powiedziała zasłaniając twarz kubkiem. Westchnął. Nie tylko dla niej to było trudne. Siedzieli w milczeniu. Evelynn siorbała napój, a Nico wlepił wzrok w gazetę, jakby miał znaleźć tam datę swojej śmierci. W sumie pasowałoby do syna Hadesa.
-Dzień dobry.-do kuchni wpadł uśmiechnięty Will. Był już całkowicie ubrany. Złote włosy zaczesał do tyłu. Miał na sobie białą koszulę i jeansy. No i wyglądał promiennie jak zwykle. Evelynn patrzyła jak podchodzi do chłopaka i całuje go w czubek głowy kiedy ten mamroce jakieś przywitanie. Ona również otrzymała pocałunek na powitanie, kiedy Will sięgał po herbatę.
-Cześć, Will.-odłożyła pusty kubek do zlewu i wróciła na miejsce. Will oparł się o blat i spokojnie pił ulubiony napój.
-Cześć, Lynn.-dzisiejszego dnia całkowicie promieniował. Poraził ją uśmiechem, dopił herbaty i wyjął składniki z lodówki i szafek.-Co chcesz dzisiaj na śniadanie?
-Emm...cokolwiek byleby jadalne.-uniosła brwi do góry. Doskonale pamiętała ostatnia próbę robienia śniadania. Najwyraźniej Will też.
-Nico, nie zbliżaj się do kuchenki.-Nico spojrzał na niego, potem na nią i znów na niego.
-Wy chyba się zmówiliście.-wymamrotał z udawanym wyrzutem w głosie.
  Will uśmiechnął się czule obserwując tę dwójkę. Dobrze wiedział, że Evelynn przejęła większość nawyków Nico, ale nie był o to zły, czy zazdrosny. Właściwie to cieszył się z tego powodu. Nico miał z kim porozmawiać, oprócz niego. Kiedy znaleźli Evelynn na progu, zamierzali oddać ją do obozu, ale nie mogli się zmusić. W końcu została i Nico zajął się jej umiejętnościami w walce, a Will edukacją. Było wiadome, że nie da sobie rady w normalnej szkole. Kiedy skończyła sześć lat, próbowali wysłać ją na lato do Chejrona, do obozu. Ale mała ich przechytrzyła i skończyło się na tym że siedziała trzy dni na dachu ich domu. Próbowali przez dwa lata i każdego roku ponosili porażkę. Dzień przed jej ósmymi urodzinami dowiedzieli się dlaczego. Tamtego dnia zaczęła zachowywać się inaczej. A to wszystko dlatego, że ojciec ją uznał. Tanatos. Od początku podejrzewali któreś z podziemnych bóstw. Will najbardziej martwił się, że jest córką Hadesa. To byłoby dość niezręczne. Ale nie. To był Tanatos. On uznał ich małą dziewczynkę i zniszczył jej dzieciństwo. Właściwie dziwne, że nie domyślili się od razu. Znaleźli ją okrytą czarnymi skrzydłami wyrastającymi spomiędzy łopatek. Tego też się uczyła. Uczyła się latać i panować nad nimi. Tamtego dnia, w przeddzień urodzin, postanowiła sobie, że będzie bardziej trenować. Odsunęła się od wszystkich, oprócz opiekunów. "Tanatosie. Dlaczego nie poczekałeś do tych trzynastych urodzin?" Will zadawał sobie to pytanie wiele razy, ale nie dostał odpowiedzi.
-Will? Will.-dziewczęcy głos wyrwał go ze wspomnień.-Spalisz nam tosty.-powiedziała nadąsana Evelynn i wskazała na patelnie. Will zaklął pod nosem i rzucił się w jej stronę. Szybko nałożył każdemu porcję i usiedli razem przy blacie.
-Widzisz? Nie spaliłem.-powiedział z uśmiechem i wgryzł się w chleb.
-Mhm.-powiedziała z pełną buzią. Evelynn dobrze wiedziała jak świetnym kucharzem jest Will. Nigdy nie zepsułby jakiegokolwiek posiłku. A te tosty były idealne.
-Może być.-mruknął Nico. Ale i tak oczywiste było, że jemu również smakuje.
-Na prawdę?-zapytał z poważną miną Will. Nico wzruszył ramionami. Lubił się przekomarzać z chłopakiem.-Mam rozumieć, że nie smakują ci moje tosty?
-Nie, są ok.
-Ok? Ok! Sam sobie będziesz robił śniadania!-Will prychnął i wstał, po czym poszedł na w stronę schodów. Domownicy nie widzieli tego uśmiechu triumfu, który rozkwitł na jego twarzy, w chwili, kiedy usłyszał odgłos odsuwanego krzesła. Po chwili silne ramiona złapały go w pasie i pociągnęły z powrotem do blatu.-Ej!-rzucił ze śmiechem kiedy Nico rzucił go na stołek. Założył nogę na nogę i z wyzywającą miną spoglądał ku Nico. Chłopak zrobił się czerwony na twarzy i usiadł obok.
  Evelynn przyzwyczajona do tego typu przedstawień spokojnie przeżuwała tosta. Rzucała opiekunom spojrzenia czekając na jakąkolwiek reakcję. Jak zwykle, Will wygrał.
-Twoje tosty są dobre. Wystarczy?-powiedział z wielkim wysiłkiem, Nico.
-Jak najbardziej.-Will przeciągał każdą sylabę z samozadowoleniem w głosie. Wstał, wziął brudne talerze i ucałował nadąsanego Nico w policzek. Wrzucił wszystko do zmywarki i odwrócił się do nas.-Co chcecie dzisiaj robić?

*Widać pierwszy rozdział.
*Podoba mi się, bo napisałam go najlepiej z wszystkich pierwszych rozdziałów jakie pisałam. :')
*No i w sumie jest normalny.
*Byłabym wdzięczna za jakikolwiek komentarz. Nawet typu "Przed że przecinek", bo mam z tym problem, kiedy piszę na komputerze.