niedziela, 26 lipca 2015

Rozdział Siódmy

Mimo to wstała z godnością i zabrała głos.
-Przepraszam, Chejronie, ale ja zostałam już uznana.-centaur, a także Dylan z siostrą, Zack i Alice spojrzeli na nią zdziwieni.
-Dlaczego nam nie powiedziałaś?-pisnęła ucieszona blondynka.-Kiedy?
-Pewnie niedawno.-mruknął Chejron.-Najwyraźniej wiadomość nie zdążyła dojść.
-Właściwie to zostałam uznana osiem lat temu, proszę pana.-sprostowała i nastała cisza. Jej przyjaciele pewnie zaczęli łączyć obie daty. "Bywa."
-To...-zaczął i zaraz odchrząknął.-W takim razie, kto jest twoim rodzicem?
-Tanatos.-odrzekła pewnie.-Moim ojcem jest Tanatos. I, nawiasem mówiąc, spóźnia się z moim prezentem urodzinowym.-założyła ręce na piersi czekając na jakąkolwiek reakcje.
-Oh. No cóż.-Chejron uśmiechnął się do Lynn.-Witamy cię w Obozie Półkrwi Evelynn Nicolo Solace di Angelo, przybrana córko Nico di Angelo i Willa Solace'a, córko Tanatosa.
-Dziękuje.-skinęłam mu głową i usiadłam. "Już po wszystkim."
-A na ten prezent nie masz co liczyć!-Eve usłyszała śmiech ze strony stolika Hermesa.
-Na prawdę?-zawołała udając zrozpaczoną.-Zwykle wysyłał chociaż kartkę!-znowu usłyszała śmiech więc w lepszym humorze odwróciła się do stolika.
-Evelynn.-usłyszała zniecierpliwiony głos za plecami a rozmowy w pawilonie umilkły.
-Szlag by trafił.-mruknęła odwracając się.
-Kto cie uczył takiego słownictwa?-westchnięcie.
-Ja nic nie wiem, tato.-uniosła dłonie w obronnym geście i spojrzała na stojącego przed nią boga. Często pokazywał jej się w snach lub słyszała jego głos. Jakaś trójka dzieciaków podniosła sie ze stolika. "To chyba moje rodzeństwo." pomyślała widząc ich reakcje.
-Siadajcie, dzieci.-ojciec pokazał im ręką, że mają opaść na ławki co zrobili rozczarowani.-Evelynn.
-Tak, tato?-zapytała już znudzona ta rozmową i wzrokiem wszystkich obozowiczów.-Cos ważnego czy po prostu znowu rujnujesz mi życie?-powiedziała spokojnie. Ojciec prychnął zirytowany tą rozmową co najmniej tak samo jak ona.
-Dobra, dobra nie żartuj sobie ze mnie.-pstryknął palcami.-Masz.
-Co mam?-zapytałam.
-Chciałaś prezent to dostaniesz.-przewrócił oczami.
-Czy to szczeniaczek?!-zawołałam z przesadzoną wesołością.
-Możesz przestać?
-Tak, jasne.-skinęła głową i usiadła na ławce.-Możesz już iść?-machnęła na niego lekceważąco ręką odwracając. Po chwili poczuła ciepły powiew wiatru który smagnął jej policzek. Przymknęła oczy i czekała aż skończy. Po chwili nie czuła już nic więc spokojnie zaczęła pić wodę.
-To było ciekawe.-zaczął Chejron. Zaraz zewsząd rozległy się szepty, wiec Lynn wstała i postanowiła pójść wcześniej na zajęcia szermierki. Nie to że obchodziło ja co mówią ludzie, bo nie obchodziło. Długo uczyła się ignorancji wobec innych więc teraz świetnie jej to wychodziło. Spokojnie podążała ścieżką trzymając się cienia a unikając słońca.
-Tak to się nigdy nie opalisz.-usłyszała głos niedaleko. Odwróciła się w stronę czarnowłosego chłopaka.
-O co chodzi?-zapytała po prostu ignorując jego uwagę.
-Musi o coś chodzić?-wzruszył ramionami.
-Przerwałeś śniadanie.-przypomniała mu i odwróciła się machając mu dłonią po czym zaczęła iść.
-Wiesz, zastanawiałem się nad czymś.-zaczął niepewnie równając się z nią
-Mhm?
-Czy twoje uznanie miało związek z...twoja izolacja?
-Nie.-odparła spokojnie.-To nie to.-ruszyła dalej nie przejmując się chłopakiem.
-Tak chciałem tylko zapytać.
-Spoko.
W ciszy doszli na arenę wchodząc na gorący piach.
-Chcesz poćwiczyć?-zapytał chłopak biorąc do ręki miecz ze spiżu.
-Nie. Chciałam tylko zobaczyć jak to wszystko wygląda i poczekać na lekcje szermierki.
-Właśnie! Nawet nie zaproponowałem ci oprowadzenia po obozie!-uderzył się w czoło.-Oprowadzić cię dzisiaj?
-Nie, dzięki.-odwróciła wzrok.
-Ale...
-Nie.-powtórzyła. Tak właściwie nie chciała spędzać z nimi więcej czasu niż powinna. "Przecież nie przyjadę tu w przyszłym roku, prawda?"
-A dlaczego?-dopytywał się chłopak. Na szczęście przed odpowiedzią uratował ją czarnowłosy mężczyzna z turkusowymi oczami.
-Hej, wujku.-dziewczyna pomachała mu.
-Lynn?-Percy odwrócił się w ich stronę.-Wow, ale wyrosła.-roześmiał się podchodząc bliżej.-Dawno się nie widzieliśmy.
-Tak, rzeczywiście. Podobno uczysz tu szermierki?
-Tak, własnie.-posłał jej ten swój zwyczajowy sympatyczny uśmiech, ale nie odwzajemniła go odwracając wzrok.-Jak miło że się w końcu spotkaliście. Dylan tak bardzo marudził. Serio. Mówię ci...
-Tato.-jęknął chłopak, a jego ojciec wzruszył ramionami udając głupiego i puścił Lynn oczko. Tym razem kąciki jej ust zadrżały zdradzając rozbawienie.
-Idziecie na dzisiejsze ognisko?-Percy bardzo zręcznie zmienił temat.
-Taki mamy zamiar.-chłopak odpowiedział zanim zdążyłam zrobić to sama.
-Przepraszam, ja nigdzie nie idę.-uniosła dłonie w obronnym geście.
-No weź! Ognisko jest na twoją cześć i w ogóle!-oczy zabłysły mu a uśmiech poszerzył. "Taki naiwny."
-Nawet jeśli, to podziękuje.-westchnęła zaczynając rozgrzewkę. Najpierw rozciągnęła mięśnie rąk stosując kilka zwykłych, standardowych ćwiczeń. Potem zaczęła robić skłony jednocześnie przysłuchując się rozmowie ojca i syna.
-Przestań, Dylan.-zachichotał Percy.
-Ale co?-zapytał chłopak z lekkim opóźnieniem.
-Przecież widzę. Wiem że jesteś dojrzewającym chłopcem...
-Bogowie, tato.-jęknął chłopak. Dziewczyna uśmiechnęła się pod nosem.
-...ale nie musisz patrzeć na jej tyłek.-momentalnie uśmiech spełzł jej z twarzy i poczuła gorące wypieki na policzkach. "Bogowie, wujku! Nie wierze, że to powiedział. Ani że Dylan nie zaprzeczył." Evelynn odchrząknęła i wyprostowała się kiedy na arenę zaczęło przychodzić coraz więcej ludzi. Najwyraźniej niektórzy chcieli tylko pooglądać sparringi i pewnie pośmiać się z przegranych. Reszta zaczęła zakładać lekkie zbroję ćwiczebne i wybierać broń ze stojaków. Dziewczyna miecz miała przy sobie wiec poszła tylko szukać zbroi.
-Weź ten.-polecił jej jakiś chłopak uśmiechając się przebiegle.
-Bo?-spojrzała podejrzliwie na napierśnik w jego rekach.
-Bez powodu.
-Wiesz, podziękuję.-wyminęła go i znalazła coś na własną rękę. Szybko zapięła zabezpieczenia i założyła dodatkową ochronę czyli naramienniki i nagolenniki i całą resztę. Evelynn widziała że reszta radzi sobie mniej sprawnie, ale ona miała większe przeszkolenie tego typu. Znalazła jeszcze pasujący hełm i schowała pod nim włosy, po czym chwyciła poręczny sztylet i przypięła go przy drugim biodrze. "Świetnie." Zaczekała jeszcze chwilę, a kiedy zaczęło jej się nudzić wyjęła miecz i zaczęła się nim bawić.
-Nie popisuj się tak, nowa.-syknął jadowicie jakiś chłopak w pełnym rynsztunku.
-Nowa?-zapytała dziewczyna unosząc brew czego pewnie nawet nie zauważył.-Rzeczywiście, pierwszy raz jestem w obozie.
-Tak? To świetnie.-myślała że zaraz splunie jej w twarz ale nie zrobił tego tylko odwrócił się na pięcie i odszedł. Zaraz do Lynn podszedł zaniepokojony Dylan.
-Czego od ciebie chciał?-spojrzał na odchodzącego chłopaka.
-Życzył mi powodzenia.-odpowiedziała i dla wypróbowania ostrza machnęła mieczem.
-Ej!-chłopakowi minął zły humor i zaśmiał się serdecznie.-Nie zabij kogoś, jasne?
-Jeśli chodzi ci o mojego ojca...-zaczęła, żeby zobaczyć jak chłopak się czerwieni.
-Oh.-podrapał się po karku.-Wiesz, na prawdę nie miałem nic złego na myśli i...
-Spokojnie wiem. I spróbuje.-poklepała go po ramieniu i ruszyła do szeregu i reszty dzieciaków.
-Dobra, dzisiaj ćwiczymy w parach!-zawołał Percy starając się przekrzyczeć młodzież.-Sami się dobierzecie czy ja mam to zrobić?
-Chcemy sami, psze pana!-krzyknęło kilka osób a reszta już łączyła się w pary.
-Dobra! Dylan z Contie! Sheldon z Alec'iem! Annie z Michelle! Evelynn z Gusem!-zaczął wyliczać Percy ignorując głosy sprzeciwu nastolatków.
-Czekaj tato.-podszedł do niego Dylan. Myślałam że będzie miał problem żeby walczyć z dziewczyna, ale to nie było to.-Może lepiej nie dawać Evelynn z Gusem?-zapytał z nadzieja w głosie. Ojciec położył mu dłoń na ramieniu i odezwał się delikatnie.
-Aż tak boisz się o Gusa?-zapytał współczująco. Evelynn musiała parsknąć śmiechem słysząc te słowa.
-Przepraszam.-westchnęła łapiąc oddech.-Poradzę sobie. A Gus to...?
-Ten który "życzył ci powodzenia."-zaznaczył nawias ruchem palców.
-A jasne.-wyważyła miecz w dłoni.-Spokojnie.
-Widzisz!-Percy uderzył Dylana w plecy i odszedł sprawdzając pary. Chłopak wymamrotał do Eve słowa pożegnania i odszedł do swojej pary. Dziewczyna cierpliwie czekała aż podszedł do niej Gus. W milczeniu usiedli niedaleko siebie na trybunach, żeby móc szybko dostać się na dół kiedy zostaną zawołani. Nie wymienili żadnego słowa. Nie musieli.
Zaczęła się pierwsza walka. Dylan pojedynkował się z ładna dziewczyną o jasnych włosach wystających spod hełmu. Radziła sobie całkiem nieźle i Evelynn nie zdziwiła się kiedy usłyszała że to córka Afrodyty. Doskonale wiedziała że te dzieci wcale nie są dobre tylko i wyłącznie w gadaniu. Ostatecznie wygrał chłopak ale Contie i tak wyglądała na całkiem zadowoloną. Uściskała go przelotnie i oboje zajęli miejsca na trybunach, na samym dole.
-Halo!-Percy machał z dołu w stronę czarnowłosej dziewczyny.-Chodźcie! Lynn! Gus!-dziewczyna wstała i spokojnie zeszła na dół, kiedy chłopak wprost wbiegł na piach uwalniając tumany kurzu. "Jest nabuzowany." od razu pomyślała, wiedząc już że szybko sobie z nim poradzi.

*Przepraszam, że przerywam w takim momencie, ale wspominałam jakoś na początku, że kilkanaście rozdziałów mam napisanych z wyprzedzeniem i czasami ciężko mi je dzielić :|
*Ponadto zapraszam do polubienia strony na facebook'u: https://www.facebook.com/RibbonPisze *bo dlaczego by nie założyć :')*

środa, 22 lipca 2015

Rozdział Szósty

Ocknęła się dość późno jak na nią, bo o ósmej. Zamrugała kilka razy i przetarła oczy. Poczuła na twarzy coś ciepłego i mokrego. Zaintrygowana uniosła dłoń do oczu. Między palcami przelewała się ciemna krew.
-Co jest?-pisnęła przestraszona. Spojrzała na ręce i zauważyła że w lewej trzyma sztylet.-Co jest?-powtórzyła.
Byłoby łatwiej. Prawda? Tak bardzo łatwiej. 
-Kim jesteś?-zapytała nie ruszając się z siedzenia.-O co chodzi?
Skończ to. Will i Nico będą szczęśliwi. Wiesz, że nigdy cie nie chcieli? Nikt cie nigdy nie chciał. 
-O co ci chodzi?-szepnęła.
Widzisz ten sztylet? Weź go. Zrób to. Skończ to. 
-Co mam zrobić? Co mam skończyć?!-Lynn zaczęła się trząść. To nie było normalne. "Nie było!"
Widzisz te krew? Widzisz?
Półprzytomna ze strachu dziewczyna skinęła głową.
Może być twoja.
-Co?-zapytała.
Może być twoja. 
-T-to czyja jest teraz.-jąkała się. Głos nie odpowiedział.-Czyja ona jest?!-krzyknęła rozpaczliwie upuszczając sztylet, który brzdęknął o podłogę.
Zerwała się z fotela żeby zaraz upaść. Jęknęła unosząc się na łokciach. Spojrzała na duży zegar.
-Jest czwarta.-westchnęła z ulgą.-Czwarta.-wstała i rozejrzała się po pokoju. Najwyraźniej rzucała się na fotelu i strąciła szklankę, która upadła na podłogę budząc ją.-Dzięki bogom.-szepnęła podnosząc szkło. Z jednej strony czuła ulgę, że się obudziła, a z drugiej była ciekawa ciągu dalszego tego snu. Przeklęła cicho idąc na górę.
W pokoju znalazła całkowicie rozbudzonego smoka na parapecie. Padrona wpatrywała się tęsknie w widok za oknem. Lynn również podeszła i otoczyła smoczyce ramieniem. Za szybą zobaczyła wielki obszar lasu.
-Jest piękny.-przyznała racje swojej "siostrze".-Masz ochotę wyjść?-Padro skinęła szybko głową i rozłożyła skrzydła.-Ale zostań w tym rozmiarze, dobrze? Nie zbliżaj się do ludzi.-pogroziła jej palcem i otworzyła okno. Stwór skrzyknął ucieszony i skoczył. Dziewczyna jeszcze chwile wpatrywała się w ciemną plamkę na horyzoncie aż w końcu ta zniknęła. Zostawiła okno uchylone i podeszła do szafy. "Chyba czas pokazać się ludziom." pomyślała patrząc tęsknie na bluzę lezącą sobie spokojnie na kołdrze. Z szafy wyjęła szary top z truskawką i czarne rurki. "Chrzanić, że jest lato." Narzuciła szybko ciuchy i rozczesała włosy. Myślała czy by się lekko nie pomalować żeby zrobić dobre wrażenie ale zrezygnowała z tego pomysłu. "Na kim chcesz zrobić to wrażenie?" prawie prychnęła rozbawiona swoim pomysłem. Z pod ściany wzięła czarny miecz i przypięła go do pasa. Nagle przypomniała sobie ten sztylet ze snu. On również był ze stygijskiego żelaza. Pokręciła głowa zirytowana. "Już, przestań, przestań." skarciła się w myślach i opuściła pokój.
Na zewnątrz było dość chłodno, ale dziewczynie to nie przeszkadzało mimo koszulki na ramiączkach. W sumie lubiła chłód i zimno o wiele bardziej nić letni gorąc. Spojrzała na słońce które dopiero co wstało oświetlając domki. Dylan spał w domku Posejdona, a jego siostra, Lucy, w domku Ateny. Z tego co wiedziała Alice mieszkała u Hermesa, a Zack u Hekate. Taki układ jej pasował. Nie chciała z nikim dzielić domku,a Zack równie dobrze mógł wybrać domek Hadesa ze względu na mamę. Na szczęście wdał się w ojca.
Zamyślona przemierzała las ufając swoim nogom i instynktom. Nawet nie zauważyła że się zatrzymała. Po chwili rozejrzała się wokół i stwierdziła że jest na plaży. Słońce odbijało się w wodzie rażąc jeszcze mocniej w oczy. Musiała długo spacerować, bo było już dość wysoko. Przekonała się o tym kiedy usłyszała dźwięk konchy. Wymamrotała coś pod nosem i pobiegła do pawilonu.
Na miejscu usiadła przy swoim stole z westchnieniem. Napełniła kubek gorącą kawą i upiła łyk. Tak jak się spodziewała. Była idealna. Zbyt idealna. Można było czuć świeżo zmielone ziarna, odrobinę brązowego cukru i...czy to był cynamon? Odstawiła ją wspominając ciemną, kleista maź którą piła codziennie rano w domu. Tak bardzo za tym tęskniła a to dopiero drugi dzień.
-Hej, Eve.-usłyszała znajomy głos. Do jej stolika dosiadł się Dylan i po raz drugi podczas jej pobytu spojrzał krytycznie na jej śniadanie.-Kawa?
-Właściwie to już jej nie chce.-wzruszyła ramionami i demonstracyjne odsunęła szklankę.
-No weź.-zaśmiał się chłopak.-Zjedz coś, jesteś strasznie blada.
-Ja zawsze jestem blada.-powiedziała zmęczona.-Wiesz, że nie powinno cię tu być?
-No wiem, wiem.-wzruszył ramionami.-Ale nie zakablujesz mnie nie?-dodał konspiracyjnie.
-Zastanowię się.-podparła głowę dłonią i przymknęła oczy.
-Tylko nie zasypiaj. Wystarczy że zamkniesz oczy a już odlatujesz?
-Nie spałam wczoraj.-wyjaśniła nadal z zamkniętymi oczami.
-Co? To dlaczego nas nie zatrzymałaś?-jęknął.
-Po co? Myślałam że już skończyliście.
-Nawet nie wiesz ile czekaliśmy żeby znowu porozmawiać.-dodał jakby nie słysząc dziewczyny.
-Mhm.-mruknęła wpatrując się w stół. Po chwili przed nią pojawiły się się złote naleśniki. Spojrzała na chłopaka który spokojnie wpatrywał się w nią.
-Masz, zjedz.-skinął głową.
-Nie chce ich.-zaprotestowała zupełnie jak małe dziecko.
-Nikt cie nie pytał.-parsknął.-Idę do swojego stolika a jak wrócę ten talerz ma być czysty.-wstał prędko i odszedł. Dziewczyna przewróciła oczami i spojrzała na naleśniki. "W sumie czemu nie." Zaskoczona własnym wyborem wzięła widelec do ręki i spróbowała placków na talerzu. Były całkiem dobre, ale jak na jej gust za słodkie. Zjadła jednego i nawet nie próbowała zacząć następnego bo wiedziała, że zaraz biegłaby w stronę krzaków z ręką na ustach. Siadła wyprostowana i zamieniła kawę na zwykłą wodę. Spędziła tak kilka chwil rozglądając się wokół.
Przez bramę wjechał Chejron. Obozowicze zaczęli klaskać i wiwatować, kiedy centaur wjechał na specjalne podwyższenie. Skinął głowa uśmiechając się ciepło zupełnie jak ojciec. "W sumie to on jest takim ojcem dla tych herosów." Lynn zwróciła sobie uwagę.
-Proszę o spokój.-zaczął a wszyscy obozowicze umilkli.-W naszym obozie pojawił się specjalny gość. Jest to Evelynn Nicola Solace di Angelo, przybrana córka Nico di Angelo i Willa Solace'a, nieuznana.-uniósł ręce. "Przepraszam, co?" lekko zaniepokoiła się takim przywitaniem. "Miałam pojawić się, a potem zniknąć. I tyle. Nie prosiłam się o takie coś!"

*Wiem, wiem. Pewnie chcecie przepowiednie i przygodę etc. Jeśli dobrze kojarzę, przepowiednia powinna pojawić się za rozdział, a w przyszłym spodziewajcie się walk ^^
*Dziękuję za komentarze! c:

niedziela, 12 lipca 2015

Rozdział Piaty

-Czy to...?-zaczął Dylan, ale jakoś nie śpieszył się, żeby skończyć.
-Na prawdę jej nie zauważyłeś? Nie zauważyłeś smoka na moim obojczyku?-zapytała niedowierzając i zaczęła gładzić stworzonko po łebku.
-No wiesz....yyyy....-wzruszył bezradnie ramionami.-To twój?
-Raczej tak.
-Jak ma na imię?-spytał zaciekawiony.
-Padrona.-powiedziała Evelynn z lekkim, włoskim akcentem.
-Widzę, że nie żartowali z tym włoskim.-Dylan zaśmiał się tak naturalnie, że dziewczyna odsunęła się lekko przestraszona. "Jak?" zapytała samą siebie. Chłopak musiał zauważyć jej skrępowanie, bo spojrzał na nią z niepokojem.-Co jest?
-Nic, nic.-odwróciła wzrok przypatrując się obozowiczom. Rzeczywiście, było pełno tu nastolatków. Śmiali się, rozmawiali przekrzykując się na zmianę. Oprócz niej było kilka nowych osób. Dziewczyna widziała jak witają ich przy stoliku Hermesa, lub przy innym jeśli już zostały uznane. Poklepywanie po plecach, propozycje oprowadzania lub przyjaźni. "Jakie to przereklamowane." myślała Eve odwracając się z powrotem.
Padro właśnie skończyła jeść i zaczęła powoli skradać się w stronę chłopaka. Słońce odbijało jej się od ciemnych łusek i zębów. Złożyła skrzydła i przystanęła w połowie drogi. Zmrużyła oczy i zaczęła wydawać cichy mruczaco syczący dźwięk.
-Padro.-ucięła szybko, a smoczyca wróciła do Lynn błyskawicznie i weszła do kaptura. Z jednej strony wystawała głowa a z drugiej ogon.-Żegnaj.-dziewczyna skinęła chłopakowi głową i odeszła od stolika.
-Czekaj!-chłopak również się podniósł i podbiegł do niej łapiąc ją za łokieć.-Wiesz...ja na prawdę chciałbym cię zobaczyć.-spojrzał w stronę kaptura.
-Niedoczekanie.-powiedziała cicho i wyrwała rękę z uścisku, po czym odwróciła się i zniknęła wśród drzew zostawiając zasmuconego chłopaka kompletnie samego na środku pawilonu.
Szybkim krokiem przemierzała zarośnięta ścieżkę aż w końcu doszła do domku. Widząc na ganku jakieś postaci schowała się za drzewem i zaczęła podsłuchiwać.
-...na prawdę dziwnie.-to był Dylan. Chyba ta ścieżka to jednak nie był skrót. Lynn przybiła sobie w myślach mentalną piątkę.
-Ale...to nadal Lynn, nie?-usłyszała niepewny głos. Kiedy go rozpoznała osunęła się cicho po pniu. To była Alice. Evelynn nadal pamiętała jak świetnie się bawiły i jak bolała ja rozłąka. Ich ostatnie spotkanie przebiegło normalnie, a tu nagle Alice straciła siostrę i najlepszą przyjaciółkę całkowicie bez powodu.
Blond-włosa dziewczynka siedziała opierając się o pień i wpatrywała się w swoją bratnią duszę siedzącą na konarze powyżej.
-Lynn.-powiedziała.-Podoba ci się Dylan?
-Al.-ciemnowłosa westchnęła głośno powtarzając wstęp przyjaciółki.-Pamiętaj że mamy 7 lat. W tym wieku raczej nie powinien się tobie nikt podobać.-jak zwykle. Evelynn potrafiła się bawić i śmiać i pokazywać emocje, ale zawsze to ona była ta mądrzejszą i poważniejszą.
-No przestań.-Alice przewróciła oczami.-Zakochać się można w każdym wieku.-Lynn spojrzała na nią ze zdziwieniem.
-To teraz jeszcze miłość?-zaśmiała się.-Skończmy to Alice. Chodź się pobawić.-z wycięć na plecach, które były w każdym jej ubraniu wysunęły się smukłe czarne skrzydła. Dziewczynka delikatnie sfrunęła z drzewa i ponownie je złożyła.
-Dlaczego je schowałaś?-zapytała Alice z zawodem.
-Przeszkadzałyby mi.-ciemnowłosa wzruszyła ramionami i pobiegła w stronę domu. Jej przyjaciółka z chichotem ruszyła za nią. Kochała te dziewczyne.
-Nawet nie pozwoliła mi zobaczyć swojej twarzy.-Dylan westchnął rozczarowany.
-Może ma trądzik.-ktoś zachichotał a zaraz potem łapał powietrze bo oberwał od Alice w brzuch. Zack. To imię wyskoczyło przed oczy Lynn. Zack, jej kuzyn. Syn cioci Argei i wujka Butcha. Jak byli młodsi dobrze się dogadywali bo oboje byli z tych poważniejszych. Zwykle karcili Dylana i Alice za jakieś głupoty, żeby potem się do nich dołączyć. Dzieci to dzieci.
Dziewczyna potrząsnęła głową i stanęła na nogi. Nigdy nie wyobrażała sobie że ich spotka. Nigdy nie wyobrażała sobie że znowu ich zobaczy i usłyszy ich głosy. Nigdy nie wyobrażała sobie że będzie to takie trudne i bolesne.
Wzięła głęboki wdech, poprawiła kaptur i zaczęła rozwijać skrzydła. Tak jak się spodziewała, bluza miała chirurgiczne nacięcia na łopatkach. Poczuła ciepło rozchodzące się po plecach, zaraz potem mocne pociągnięcie, żeby w końcu poczuć ten słodki ból wychodzących piór. Wypuściła powietrze i uśmiechnęła się lekko czując ich ciężar. Machnęła nimi delikatnie, na próbę. Uniosła się kilka centymetrów nad ziemie. Poklepała łepek smoka.
-Lecimy mała.-szepnęła i wzbiła się w powietrze. Zrobiła to tak szybko i bezszelestnie, że trójka herosów nawet nie zorientowała się że niedaleko ktoś był. Leciała przez krótka chwile po czym wylądowała na ścieżce niedaleko dawnych przyjaciół.-Nieładnie tak obgadywać kogoś za plecami.-odezwała się przesłodzonym głosem. Cała trójka aż podskoczyła. Pierwszy opanował się się Dylan.
-My...eee...-pomasował się po karku spoglądając na przyjaciół. Dopiero teraz dziewczyna zobaczyła jak się zmienili.
Alice zawsze była szczupła i drobna, zupełnie jak matka. Długie blond włosy sięgały jej teraz aż do pasa. Miała na sobie białą sukienkę wyszywana w kwiatki i czarne pantofle. Lynn przypomniała sobie że Al zawsze chodziła ubrana w eleganckie stroje. Nawet jeśli potem pływała w błocie. Kiedy ostatnio widziała Zacka miał dziewięć lat i był dość pulchnym dzieckiem. Teraz spod obozowej koszulki wybijały się wypracowane mięśnie, miał przystojna twarz z lekkim zarostem i wyglądał bardzo męsko. Uśmiechnęła się, kiedy przypomniała sobie jak kiedyś rozmawiały o nim z Alice.
-Wiesz...wyobrażam sobie że Zack w przyszłości będzie bardzo przystojny.-rzuciła nagle Alice kiedy były same. Eve zakrztusiła się sokiem i wypluła go na trawę.
-Co proszę?-zapytała kiedy przestała charczeć.
-Ja to wiem.-wtedy dziewczynka mrugnęła do niej i odbiegła do chłopaków.
-Uśmiechasz się.-zauważył Dylan. Lynn wyprostowała usta i skinęła głową.-Dowiemy się dlaczego?-zachęcił ja własnym uśmiechem.
-Padrona połaskotała mnie w szyje. Zadowolony?-warknęła i założyła ręce na piersi. Przyjaciele popatrzyli na nią z powątpiewaniem.-Mogę coś dla was zrobić czy dacie mi wejść do domku?-posłusznie się rozsunęli a ona otworzyła drzwi. Smoczyca od razu zeskoczyła jej z ramienia i pobiegła na górę.-Dzięki wielkie, ty mała...-dziewczyna zorientowała się, że wszyscy weszli za nią. Odchrząknęła dyskretnie.-Rozgośćcie się.-rzuciła ściągając buty i poszła do kuchni.
Wróciła z czterema szklankami wody i położyła je na niskim stoliku. Dylan, Alice i Zack zdążyli usiąść i wyglądali jakby połknęli kije od miotły. Lynn westchnęła zniecierpliwiona.
-Nie gryzę.-powiedziała już o wiele delikatniej niż na zewnątrz.-Pójdę się przebrać.-nie czekając na ich reakcje pobiegła na górę. Z szafy wyjęła czarna bluzkę na ramiączkach i dresy. Zrzuciła bluzę i położyła ją na łóżku. Przebrała się szybko w łazience i ze zrezygnowaniem rozpuściła włosy.-Super.-mruknęła.-Teraz będę musiała chodzić w rozpuszczonych.-przeczesała je szybko dłońmi i zeszła na dół. Przyjaciele rozmawiali miedzy sobą przyciszonymi głosami. "Jasne."
Tak żeby jej nie zauważyli wróciła do kuchni i wyjęła ulubione czekoladowe ciasteczka. "Niech stracę." Przekroczyła próg w salonu i dyskretnie odchrząknęła przerywając ich rozmowę.
-Lepiej?-zapytała zirytowana stojąc przed nimi praktycznie w piżamie i z talerzem ciastek w ręce. Patrzyli się na nią kompletnie zszokowani i zaskoczeni. Dylan miał nawet otwarta buzię.-Aż taka jestem brzydka?-prychnęła odstawiając ciastka na stolik i siadając na przeciw w fotelu.
-Nie. To znaczy...-zaczął Zack.-Myśleliśmy że albo wstydzisz się swojego wyglądu albo masz jakąś bliznę, albo coś takiego.-gestykulował dłońmi.
-Mam dużo blizn.-skinęła głową.-Ale tymi na twarzy specjalnie się zajmuje żeby nic nie zostało. Nawet ja dbam o wygląd bardziej lub mniej.-Lynn wzruszyła ramionami. W pokoju zapanowała niezręczna cisza. Herosi kręcili się niecierpliwie na swoich miejscach, kiedy Eve siedziała spokojnie i patrzyła na nich poczynania.-Przestańcie się tak ruszać.-rzuciła w końcu, a oni posłusznie zaprzestali się wiercić.-Pewnie macie pytania, bo usiedzieć na miejscach nie potraficie.-przejechała dłonią po twarzy.
-Jak się czujesz?-zapytała Alice wyciągając w stronę dziewczyny dłoń. Evelynn zignorowała ją odwracając wzrok.
-Tak jak zwykle.-odpowiedziała.-Ani dobrze, ani źle.
-Dlaczego tak nagle przyjechałaś do obozu?-zainteresował się Zack.-Stęskniłaś się?
-Gdyby nie to że Nico zaciągnął Willa do Włoch nie byłoby mnie tu.-nie miałam zamiaru ich urazić ale chyba właśnie tak wyszło.-Przepraszam. Po prostu...nie byłam na to gotowa.-wcisnęła się głębiej w fotel.
-Jasne.-Dylan posłał jej uśmiech.-Więc dlaczego się uśmiechnęłaś tam na zewnątrz?
-Na prawdę chcesz to wiedzieć?-zapytałam rozbawiona. Skinął głową.-Przypomniałam sobie jak Alice mówiła że Zack będzie przystojny w przyszłości a ja zakrztusiłam się sokiem. Ale najwyraźniej miała rację.-spojrzałam na tę parkę. Dziewczyna zrobiła się lekko czerwona, a chłopak wyglądał na zadowolonego.
-Lynn.-pisnęła Alice.
-Miałam tego nie mówić?-zapytała udając głupią.-Ale on się pytał.-Dylan z Zackiem zachichotali zupełnie jak mali chłopcy, po chwili dołączyła do nich dziewczyna. Jedynie Evelynn pozostała niewzruszona.
-Eve co jest?-zapytał Dylan.
-A o co chodzi?-zmarszczyła brwi.
-No wiesz...-zaczął ale najwyraźniej się rozmyślił.-Zack jeszcze ty masz pytanie.
-Co?-pisnęła Al.-Nie wiedziałam że można tylko po jednym!
-Odpowiem na te na które mogę odpowiedzieć.-Lynn skinęła głowa na Zacka.
-Masz chłopaka?-rzucił. Udała zamyśloną.
-Hmmm...-zapatrzyła się w sufit.-Zackhary.-zaczęła wolno.-Wiedz, że szanuję twoje uczucia, ale jako, że jesteś moim kuzynem...-powiedziała wolno przyciskając dłoń do serca.
-Evelynn!-jęknął.-Wiesz, że nie o to mi chodziło!
-A co ty tak się interesujesz moim życiem miłosnym?-uniosła brew.-Nie, nie mam ani chłopaka ani dziewczyny. Powiedzmy że nie miałam gdzie ich spotkać.
-Dobra, dobra.-machnął ręką i odwrócił wzrok.
-A co u Nico i Willa?-zapytał Dylan.
-Nic nie zmieniło się przez te trzy lata kiedy ostatnio u nas byłeś.-zobaczyłam tylko zaskoczenie na jego twarzy.
-Co?-wykrztusił.
-Wtedy przestałeś przyjeżdżać z rodzicami, prawda?-zamknęła oczy. Dwójka przyjaciół siedziała cicho wyraźnie zainteresowana rozmową.
-Skąd wiesz?-zapytał.-Pewnie Nico i Will ci powiedzieli.-skinął głową w zamyśleniu. Oczywiście, dziewczyna nie zamierzała odpowiadać. Cisza przeciągała się, aż w końcu usłyszała ciche szuranie po czym klikniecie zamka w drzwiach. "Najwyraźniej uznali, że zasnęłam." pomyślała z rozbawieniem i poprawiła się na fotelu zamykając oczy.

czwartek, 9 lipca 2015

Rozdział Czwarty

-Witamy w obozie!-usłyszała za sobą wesoły głos. Na pewno ten kto za nią stał uśmiechał się szeroko a jego oczy błyszczały jak gwiazdy, bla, bla, bla. Evelynn westchnęła ciężko w duchu. Teraz będzie otoczona takimi ludźmi.-Halo? Jesteś tam, chłopie?-O! A teraz wziął ją za chłopaka. Na samą myśl o tym musiała się uśmiechnąć. Odchrząknęła cicho, żeby uśmiech spełzł jej z twarzy po czym obróciła się powoli.
  Za nią stał chłopak. Miał siedemnaście lat, czarne włosy i oczy koloru lazurowego morza. Był dobrze zbudowany i opalony. Na sobie miał bluzkę obozu herosów, kąpielówki i japonki. I ten śmieszny naszyjnik z dziewięcioma koralikami. A przede wszystkim Evelynn go rozpoznała. To był Dylan Jackson. Świetnie się bawili i dogadywali jak byli młodsi. Jej serce mimo woli szybciej zabiło na jego widok. Kiedy tylko się zorientowała, kazała pulsowi wrócić do normy i tak się stało. Ćwiczyła tę sztuczkę latami. Dylan spojrzał na nią, a jego źrenice gwałtownie się powiększyły.
-Eve?-zapytał. Dziewczyna uśmiechnęła się smutno. Tylko on ja tak nazywał. Inni preferowali Lynn albo po prostu Evelynn.-Nie do wiary. Ile lat już minęło?-powiedział a na jego twarzy rozkwitnął uśmiech.
-Osiem.-odpowiedziała cicho. Osiem lat minęło od jej uznania i od tego dnia kiedy wszystko się zmieniło. Osiem lat minęło od kiedy ostatnio rozmawiała z Dylanem. Potem widywała go czasami, kiedy przyjeżdżał do nich w odwiedziny z rodzicami, ale tylko ona go widziała. Młodszy Dylan nie zdawał sobie z tego sprawy. Siedział znudzony na dywanie w salonie, szedł do jej pokoju albo wpatrywał się w okno. Lynn w tym czasie siedziała na dachu lub szybowała wysoko nad domem. Pewnego razu przysiadła na gzymsie niedaleko otwartego okna.
-Co u niej?-usłyszała głos Percy'ego.
-To co zwykle.-odpowiedział Will i wzdychając opadł na kanapę. Pozostali dołączyli do niego. Tylko dziesięcioletni wtedy Dylan usiadł na szarym dywanie.
-Aż tak źle?-spytała Annabeth.
-Dylan, o co prosiłeś kiedy miałeś dziewięć lat?-spytał Nico. Chłopiec zamyślił się a po chwili wahania odpowiedział.
-Chyba chciałem psa i grę na komputer. I narty. I...
-Widzicie.-westchnął Nico. Na to stwierdzenie Evelynn zapiekły oczy. Zrozumiała, że nie jest normalna i w dodatku inni też tak myślą.-Lynn nawet nie pomyślałaby o takich rzeczach.-Mówił prawdę. Evelynn nie zwracała uwagi na przedmioty materialne.
-W takim razie co chce Eve?-zapytał Dylan unosząc się z dywanu.
-Evelynn, kiedy skończyła osiem lat poprosiła mnie żebym nauczył ją szermierki, walki wręcz, strzelania z łuku, sztuki przetrwania, włoskiego i...innych pożytecznych rzeczy.-wyrecytował szybko Nico. Will tylko skinął głową i spojrzał krytycznie na chłopaka, Nico prawie się wygadał. Dziewczyna siedząca na zewnątrz przypomniała sobie ten dzień. To było tydzień po jej uznaniu. Teraz zbliżały się jej dziewiąte urodziny. "Spędzę je na treningu." pomyślała i wróciła do słuchania.
-Ale...wszystko naraz? Czy to nie jest za dużo dla ośmiolatki? I po co jej język włoski?-zapytała Annabeth.
-Wszystko naraz.-przytaknął Will.-Przez te kilka miesięcy, każdego dnia ćwiczyła i trenowała. Dzisiaj daliśmy jej wolne, ze względu na waszą wizytę, na co zareagowała skinieniem głowy po czym wyleciała przez okno z mieczem w ręce. Pewnie ćwiczy.
-A jeśli chodzi o język włoski. Po prostu chciała się nauczyć obcego języka, a za nauczycieli ma tylko nas. I tylko ja znam inny język niż angielski i grekę.-spojrzał wymownie na Willa, przez co zarobił kuksańca w żebra.-Au!-zaśmiał się odganiając chłopaka. Percy i Annabeth uśmiechnęli się na tę scenę. Cieszyło ich szczęście Nico. Kiedy się opanował kontynuował swoją wypowiedź.-Dla niej to nie jest za dużo. Chciałaby więcej.
-Wyślijcie ją do obozu. Tam na pewno wiele się nauczy.-zaproponował Percy.
-To niemożliwe. Ona jest dla nas za sprytna.-zaśmiał się Will.-Próbowaliśmy.
-Tam może nauczyć się ujeżdżać pegazy i wspinać po skałach. Szermierki i walki również.
-Tego samego uczy się tutaj. Sama.-zapewnił Nico.-No może oprócz pegazów bo nie mamy ich aktualnie. Czasami znika na kilka dni i wraca obszarpana i zakrwawiona.
-I pozwalacie jej na to?-Percy zmarszczył brwi.
-Nie. Tylko trudno utrzymać w pokoju dziecko który potrafi otworzyć każdy zamek w tym domu i ma skrzydła.-Nico przewrócił oczami. Lynn na gzymsie zachichotała cicho na te słowa.
-Czasami mam wątpliwości.-mruknął Will.
-Co do czego?-Nico zapadł się głębiej w siedzenie.
-Czy dobrze robimy izolując ją tak.-Nico ciężko westchnął.
-To nie my ją izolujemy, zrozum. Ona jest już samodzielna i nie możemy na to nic poradzić. I jeśli jej życzeniem jest samotność, to nie będę jej specjalnie szukać przyjaciół.
-Ok. Zrozumiałem. Właśnie. Kto ma ochotę na herbatę?
-Nico, gdzie jest Eve?-zapytał się Dylan.
-Jeśli wyjdziesz na balkon i spojrzysz w górę może ją zobaczysz.-powiedział wtedy Nico a chłopiec wybiegł przez drzwi i uniósł głowę. I zobaczył ją, wzlatującą coraz wyżej, i wyżej aż wleciała w chmury.
  Evelynn otrząsnęła się z otępienia i spojrzała na chłopaka. Nie przypominał już tamtego chłopca. Wyrósł, wydoroślał. 
-Tylko osiem? Ten czas ciągnął się nieubłaganie.-zagadnął.
-Tak, tylko osiem.-odparła ignorując drugie zdanie.-Gdzie jest Chejron? Miałam się z nim spotkać.
-Wyjechał i to mi przypadł zaszczyt oprowadzania nowych.-wyszczerzył zęby. "Świetnie." pomyślała.-Więc może dzisiaj usiądę z tobą przy stoliku Hermesa i zapoznam z kilkoma przyjaciółmi.-Jak to przy stoliku Hermesa? Przecież...oh. Pewnie Nico i Will zataili czyim jestem dzieckiem. Może to i lepiej.
-Wiesz, na prawdę...-nie musisz, chciała dokończyć, ale oczywiście musiał się wtrącić.
-To żaden problem. Pewnie poznałaś już kilka osób wczoraj. Ej, czekaj. Własnie. Kiedy dotarłaś? Mroczny przyleciał sam i zaczęliśmy się niepokoić.
-Przyleciałam w nocy i nie. Nikogo nie poznałam. Ja nawet nie byłam w domku Hermesa.-skrzyżowałam ręce na piersi i czekałam na jego odpowiedź.
-To gdzie spałaś?-zmarszczył brwi i przekartkował zeszyt.-Jest napisane, że powinnaś być w domku 11.
-Ja...będę mieszkać w domku Hadesa.
-Oh. Nico. Jasne.-powiedział.-Głodna? Muszę z tobą usiąść jeśli siedzisz sama.-zbliżył się i chyba próbował chwycić dziewczynę za ramię, ale szybko się wywinęła i zaczęła iść w stronę stolika. Zaciągnęła kaptur mocniej na głowę, żeby jeszcze bardziej zakrył twarz. Po chwili Dylan szedł tuż obok i przyglądał jej się katem oka. I myślał że nie widzi.-Alice i Zack pewnie się zaraz zjawią.
-Oh.-wymknęło mi się.
-Co "Oh"? 
-Nic. Następne powitanie po latach. Super.-mruknęłam.
-Chcesz powiedzieć, że nie widziałaś własnych kuzynów przez osiem lat?-jego głos brzmiał tak śmiesznie, że musiałam się uśmiechnąć.
-Tak. To chcę powiedzieć.-dotarliśmy już do stolika wiec usiadłam sztywno na ławkę.
-Ucieszą się na twój widok.-wyszczerzył do mnie zęby i opadł naprzeciwko. Uniosłam jedną brew, ale on tego nie widział. Spojrzałam na pusty talerz i szklankę przed sobą.-Musisz pomyśleć co chcesz.-powiedział Dylan, a na jego talerzu pojawił się burger.
-Tak, wiem. Wiem jak to działa.-zapewniłam go po czym na moim talerzu pojawiły się kawałki zielonego melona, a szklanka napełniła się wodą.
-Tylko to zjesz na śniadanie?-chłopak wyglądał na oburzonego.
-A ty to?-wskazałam ociekającego wręcz tłuszczem fast fooda. Wzruszył ramionami i wgryzł się w mięso. Przekręciłam oczami i włożyłam do ust kawałek owocu. Świeży smak soku od razu mnie pobudził. Westchnęłam cicho popijając wodę.
-Wiesz...myślę, że wygodniej jadłoby ci się bez kaptura.-zagadnął jak niby nigdy nic. "Jakie to typowe, że chce zobaczyć moją twarz i włosy, a nie tylko usta i podbródek." pomyślałam z rozbawieniem.  Ale w sumie miło mi się na niego patrzyło. Ciągle znajdowałam jego stare cechy jak pieprzyk przy ustach czy obok oka. Albo tę małą bliznę, już mocno wyblakłą, na czole, którą dostał od Zacka w prezencie urodzinowym. Ale widziałam też nowego Dylana. Pewnie też chciałby zobaczyć na ile się zmieniła. "Ale dam mu się trochę pomęczyć."
-Nie, na prawdę. Dziękuję za troskę.-powiedziałam jak najuprzejmiej i wyciągnęłam ramię nad stół. Padrona zgrabnie zeskoczyła na stół, a ja poprosiłam o surowe mięso na talerzu. Smoczyca rzuciła się na wołowinę i cicho mlaskała od czasu do czasu.

*Tu znowu ja.
*Znowu.
*Nawet nie będę przepraszać X'D
*Od razu informuje że mogą być dziwne skoki między pierwsza a trzecia osobą ;; Długo by zeszło tłumaczyć.
*Wracam z opowiadaniem także...^^