-Długo uczyłam się baletu.-przyznała znudzona jego słowami. Wyciągnęła niezawodny miecz i ustawiła się w pewnej pozycji. Lekko rozstawiła nogi i zgięła ręce po czym wycofała lekko tułów.-Miejmy to już za sobą.-westchnęła.
Chłopak od razu rozpoczął atak krzycząc przeraźliwie co najwyraźniej miało odwrócić jej uwagę od przedwczesnego uderzenia. Odparowała je bez trudu nawet się nie męcząc. Gus uderzał zza głowy z wielka silą, ale bez wyczucia i finezji. Zasypywał ciosami tak łatwymi do odbicia, lub którym dało się zmienić tor w ułamek sekundy. Dziewczyna radziła sobie świetnie w obronie wciąż blokując lub odpychając jego miecz. Chłopak szybko się zmęczył i odskoczył na małą odległość przerywając bombardowanie. "Moja szansa." zanim pomyślała tak zrobiła. Skoczyła do przodu a on cudem uniknął ciosu w brzuch. Miecz tylko lekko wgniótł napierśnik. Chłopak warknął na Lynn i uniósł spiż nad głowę, tak że jakby uniósł dłonie jeszcze trochę czubek dotykałby jego pleców. Ostrze runęło prosto na dziewczyne. Publika, nawet nie wiadomo w którym momencie przestała wiwatować i śmiać się, wstrzymała oddech. Dziewczyna działała natychmiastowo. Zręcznym ruchem wyjęła sztylet za pasa i dwoma mocnymi ostrzami zablokowała miecz Gusa. Chłopak szarpał się, aż w końcu pojął że już go nie ruszy.
-Poddajesz się?-zapytała zirytowana dziewczyna. Spodziewała się czegoś dłuższego i fajniejszego niż...to.
-Dobra.-Lynn opuściła najpierw sztylet potem miecz i cofnęła się szybko. Chłopak oparł ostrze czubkiem o ziemie.-Niezła jesteś.
-Dzięki.
-Miło mi było.-posłał w jej stronę coś w rodzaju uśmiechu i poszedł do zbrojowni. Dziewczyna spojrzała na publikę która nagle zaczęła bić brawo.
-Dlaczego to?-zapytała podchodząc do Dylana.
-Wiesz jak to wyglądało kiedy zablokowałaś ten miecz? Ostrze leciało wprost na ciebie a ty po prostu wyciągnęłaś sztylet i bum! Pokonałaś syna Aresa!-Lynn poczuła się niepewnie wśród tylu pochwał. Co chwila ktoś podchodził i przybijał jej piątkę, klepał po ramieniu lub plecach. Jakaś dziewczyna rzuciła jej się na szyję.
-To było...straszne.-zaczęła kiedy było po wszystkim.
-Gus nie jest taki straszny.-Alice machnęła dłonią i zdjęła zbroję.
-Nie o to mi chodziło.-Lynn pokręciła głową uwalniając włosy spod hełmu.-Chodzi mi o te wszystkie pochwały i wyrazy uznania.
-Wiesz, normalnych ludzi to cieszy.-zauważyła dziewczyna.
-Ja nie jestem normalna.-Evelynn wzruszyła ramionami i odwiązała skórzane paski po bokach.
-Jak ci się podobało?-zapytała Al z uśmiechem.
-Było fajnie.-odparła dziewczyna zrzucając ostatnią warstwę spiżu. Zaczęła iść w stronę wyjścia.
-Hej! Gdzie idziesz?-zawołała za nią blondynka.
-Do domu.-odparła zdziwiona na chwile przystając.
-A co z ogniskiem?-jęknęła tamta. Lynn zaczęła się bić z myślami. "Nie chcę tu być." powtarzała sobie. "Nie mam zamiaru uczestniczyć w tym życiu."
-Dobra. Przyjdźcie po mnie.-machnęła do niej ręka.
-Ok! Tylko ubierz się ładnie!-rzuciła za nią ze śmiechem.
Evelynn szybko przeszła lasem do czarnego domku i zamknęła za sobą drzwi. Oparła się o nie i pooddychała głęboko. Zrzuciła buty w przedpokoju i poszła się napić. Dziewczyna postanowiła, że zmyje z siebie kurz więc poszła do ciepłej łazienki i zamknęła się w niej na dobre trzydzieści minut. Wyszła zawinięta w czarny ręcznik i z turbanem na głowie. "O której miało być to ognisko?" zapytała samą siebie. Nagle usłyszała pukanie do drzwi.
-Cholera.-mruknęła otwierając je. Zobaczyła tam Dylana, Zack'a i Alice. Nie odzywając się słowem zostawiła drzwi otwarte i ruszyła w głąb domu.-Usiądźcie, zaraz się ubiorę.
-Pomogę ci.-zaoferowała się Al.
-O-ok.-odparła niepewnie ciemnowłosa nie wiedząc o co jej chodzi. We dwójkę weszły na górę po schodach.
-Padrony nie ma?-zapytała zaciekawiona dziewczyna.
-Nie, poleciała się pobawić.-wytłumaczyła Lynn i otworzyła swój pokój.
-To w co się ubierzesz?-Al od razu zaczęła buszować w jej szafie i wyciągnęła krótkie shorty i obszerny czarny t-shirt z numerem jakiegoś zawodnika, jakiegoś sportu.-To będzie dobre.-uśmiechnęła się do niej czule i rzuciła jej ciuchy.
-Mogłabyś wyjść na chwile?-Evelynn podniosła się z łóżka i otworzyła szufladę wyjmując bieliznę.
-A tak! Jasne.-Alice szybko opuściła pokój i pozwoliła przyjaciółce się przebrać.
Lynn skończyła i nawet Al musiała przyznać że wyglądała ślicznie. Bluzka zasłaniała shorty sprawiając wrażenie sukienki trochę powyżej kolan i delikatnie odsłaniała jedno ramię pokazując mnóstwo piegów. Dziewczyna nie miała na sobie biżuterii i makijażu co tylko podkreślało prostotę tego stroju. Mimo wszystko coś nie grało.
-Hmmm...-Alice zamyśliła się wpatrując się w Lynn.-Włosy, włosy, włosy.-wymamrotała.-Zepnij włosy.-poleciła ciemnowłosej. Od razu zauważyła że dziewczyna lekko się skrępowała.-Co jest?
-Wiesz, ja nadal mam z tym problem.-przyznała się po prostu. Po co coś zatajać?
-A tak. Rzeczywiście. Daj, pomogę ci.-odebrała od Eve jej swoją ulubioną, czarną gumkę i zrobiła jej koka na szybko.-Wyglądasz pięknie.-stwierdziła.
-Taa.-dziewczyna niechętnie przyznała jej racje. Co miała powiedzieć? Nie, jestem brzydka? Teraz mnie komplementuj?-Dzięki za włosy. Od razu mi lepiej.-powiedziała ciszej.
-Nie ma za co.-Al posłała jej uśmiech i sprowadziła na dół. Chłopcy zniecierpliwieni czekali przy drzwiach i gadali na nieciekawe tematy. Pierwszy zauważył ją Dylan. Jego usta ułożyły się w niedosłyszalne słowo: Wow. Zaraz potem dostrzegł je Zack.
-Wyglądasz ślicznie, kuzyneczko.-zażartował.
-Mhm. Dzięki, Zack.
-Teraz ty miałaś mnie skomplementować.-chłopak udał naburmuszonego.
-Już raz to zrobiłam. Nie powtórzę tego błędu.-dziewczyna poklepała go po ramieniu.
-Panienko?-Dylan podał jej ramię, które już miała odtrącić, ale jednak zmieniła zdanie i lekko je chwyciła. Nie miała zamiaru się odezwać, on z resztą również ale mimo to widziała jak bardzo ucieszyła go jej reakcja. Oczy błyszczały i poruszały się jak niespokojne morze a chłopak uśmiechał się lekko. Wyszli w czwórkę i skierowali się w stronę ogniska.
-Dostałaś już prezent?-zapytała wesoła dziewczyna.
-Ym. Nie.-Lynn przypomniała sobie o rozmowie z ojcem.-Nie mam pojęcia.
-Wszyscy są ciekawi.-powiedział Zack.-Pierwszy raz widzieli taką "luźną" rozmowę z boskim rodzicem.
-Serio?-zapytała, choć wcale jej to nie obchodziło. Pozostali skinęli głowami.-Ok.
Dalej szli w milczeniu mijając ciemne drzewa i krzaki. Był nawet drewniany drogowskaz. Nagle usłyszeli głośny skrzek, a zaraz po nim cichy pisk, który ucichł tak raptownie jak się zaczął.
-Ej, co to było?-Dylan zmrużył oczy rozglądając się wokół.
-Padrona właśnie zabiła mysz.-Lynn nie wydawała się specjalnie zasmucona czy zaskoczona tym faktem, za to humory jej przyjaciół lekko się pogorszyły.-O co chodzi?
-Mówisz o tym z taką łatwością.
-Śmierć to śmierć.-odpowiedziała szybko
-Aha.-najwyraźniej trochę ich przestraszyła. I wtedy zrozumiała, że nigdy nie będą mogli być znowu przyjaciółmi. Że ona już nie należy do tego świata i nie będzie do niego należeć. Trafiło ją to jak grom z jasnego nieba. Przecież takie było założenie, zniknąć i nigdy nie wracać. Znowu zraniła ich i siebie. Znowu będzie cierpieć i nic na to nie poradzi. Znowu się w to wkopała. Trzeba było skręcić gdzieś po drodze i nigdy tu nie przyjeżdżać. "Mogłaś wpaść na to wcześniej."
-Taak.-odpowiedziała sobie cicho.
-Co?-Dylan spojrzała na nią niespokojny. Evelynn spojrzała w jego lazurowe oczy i zobaczyła tę naiwność którą zawsze posiadał. Kiedy byli mali bawiło ją to jak nabierał się na prawie każdy żart i psikus a potem śmiał się sam z siebie. Spokojnie zabrała rękę.
-Nie dam rady.-odsunęła się kilka kroków do tyłu.
-Lynn? Co się stało?
-Idźcie beze mnie. I...najlepiej zostawcie mnie samą, ok? Dzięki.-i nie czekając na ich reakcje wzbiła się w powietrze na czarnych skrzydłach. Nie spojrzała na nich kiedy się oddalała. Przysiadła na dachu domku Hadesa i patrzyła na księżyc który górował na niebie.
*Dziękuję za komentarze! Niesamowicie podniosły mnie na duchu i zmotywowały. Ale ja mam o sobie trochę inna opinię. Nieskromnie powiem że piszę dobre początki. Ale jeśli chodzi o rozwijanie fabuły i tego co będzie dalej...z tym mam problem. Niestety. Mimo wszystko mam nadzieję że przetrzymacie.
*Zapraszam również na stronę na fb na której piszę o różnych zmianach i tym podobnych. c:
Bardzo mi się podoba jak piszesz. Czyta się bardzo fajnie. Fabuła też jest super. Czekam na następny rozdział ;)
OdpowiedzUsuńMam nadzieję że dalej tak będzie bo niestety mam skłonności do dramatyzowania i za szybkiego ujawniania różnych rzeczy eheheh he he ehh no cóż. Fajnie że ci się podoba! ^^
UsuńRozdział fajny tylko dlaczemu taki krótki? :c czekam na next! :D
OdpowiedzUsuńOstatni był dłuższy to ten był krótki ^^ Ale chodzi tez o to żeby dzielić je w miarę sensownie bo kilka do przodu jest pisane przeze mnie w wordzie tekstem ciągłym także :| Fajnie że ci się podoba! ^^
Usuń