niedziela, 19 kwietnia 2015

Rozdział Drugi

  Przed południem szli ścieżką w parku. Lynn trzymała torbę na ramieniu. Było tam kilka kanapek, owoce i picie. Jakiś mały koc. Spakowali się naprędce, ubrali i wyszli. Lynn miała na sobie czarną bluzkę i jeansowe ogrodniczki. Sznurówki czarnych trampek wcisnęła do buta, żeby się nie wymknęły. Will spiął jej włosy spinką, w pędzla, który obijał się o jej szyję z każdym większym podskokiem. Mimo, że kończyła dzisiaj szesnaście lat, nadal nie potrafiła ułożyć sobie włosów. Może byłoby to dziwne. W sumie to jest. Ale lubiła kiedy Will bawił się jej włosami, a Nico marudził, żeby się pośpieszyli. I tak każdego dnia. To była jej ulubiona fryzura i jej się trzymała. Nico założył czarne spodnie i bluzkę. Jego włosy również były spięte w koczka. Ściskał Willa za rękę i nie zwracał uwagi na otaczający go świat. Will również nie przejmował się niczym innym, tylko swoim chłopakiem i (w pewnym sensie) córką. Rozmawiali na różne, niezobowiązujące tematy, chociaż każdy wiedział czym skończy się ten dzień. Pożegnaniem.
-Możemy usiąść tutaj.-zaproponował po chwili Will. Spojrzał krytycznie na kawałek zieleni, pogrążony w cieniu drzewa.
-Ok.-Nico wyjął koc z torby i położył na trawie. Evelynn rzuciła torbę obok i usiadła ze skrzyżowanymi nogami. Wyjęła czerwone jabłko i mocno wgryzła się w miąższ. Był kwaśny, więc podrażnił jej pogryzione wargi. Skrzywiła się lekko, ale po chwili wróciła do owocu. Jej ojcowie byli pogrążeni w rozmowie o tym, że Nico jest zbyt blady.
-Całe dnie siedzisz w tym pokoju. Wyszedłbyś na słońce.-gderał Will. Lynn uśmiechnęła się, myśląc o Willu w czerwonym fartuszku z wałkiem w ręce.
-Bogowie. Mógłbyś przestać marudzić. Masz szczęście, że w ogóle stamtąd wychodzę.-Will zbladł słysząc te słowa.
-Jesteś na prawdę niedorzeczny. Siedzisz tam każdego dnia, od kilku miesięcy. Jak możesz...
-Oh, przestań. Pracuję nad czymś.-przewrócił oczami i wrzucił do buzi kilka ziaren granatu.-A raczej pracowałem.-poprawił po chwili.
-Czyli już nie pracujesz?-zapytała Lynn z nadzieja w głosie.
-Nie. Myślę że zrobię sobie urlop od klawiatury.-zamachał palcami i uśmiechnął się.-Dosłownie.-wyciągnął z kieszeni kopertę i podał Willowi. Złotowłosy otaksował go wzrokiem i podarł kopertę. Wyciągnął dwa bilety.
-Co to?-zapytał.
-Pomyślałem że wyjedziemy na miesiąc.-Lynn wiedziała, że teraz nie będzie miała wyjścia. Mówi wyjechać, żeby dać im odpocząć. Teraz zdała sobie sprawę jakim była ciężarem.-Evelynn?-głos Nico wdarł się do jej podświadomości. Zamrugała oczami i spojrzała na opiekuna.-Nie masz nic przeciwko?
-Jak mogłabym mieć? -zapytała wesoło.-Nie. Jedźcie. Kiedyś musi być ten pierwszy raz.-westchnęła. Nie zauważyli tego i widać było, że poczuli ulgę.-Gdzie jedziecie?
-Pomyślałem, że pokażę ci Włochy.-głos Nico był drżący, a sam mężczyzna zrobił się lekko czerwony i nerwowo spoglądał na chłopaka.
-Na prawdę? To wspaniale.-posłał mu promienny uśmiech, przez co Nico rzeczywiście się uspokoił.
-A właśnie! Pracowałem, żeby skończyć to na dzisiaj. I około czwartej w nocy mi się udało.-powiedział z dumą i wyjął plik papierów z torby. "Dlatego była taka ciężka."-pomyślała Lynn.-To prezent urodzinowy.-wzięła ostrożnie kartki i spojrzała na nie. Na pierwszej było ładną czcionka napisane: "Podziemne Dzienniki". Przekartkowała plik, a jej twarz rozjaśnił uśmiech, przez co Nico i Will również się uśmiechnęli.
-Nie wiem co powiedzieć, Nico. Przez to nie wychodziłeś z pokoju? Dla mnie? Pisałeś dla mnie książkę?-głos jej się łamał. Nico spędził tyle dni w ciemnym pokoju, sam na sam z ekranem i pisał książkę? Nico był z zawodu pisarzem i wydał już kilka tomów, ale ten miał się ukazać dopiero wiosną następnego roku. Nowa seria opowiadająca o losach dziewczyny, córki Tanatosa, która samotnie musiała pokonać podziemne rzeki Hadesu. Jej oczy były pełne łez.
-Wiesz, chciałem, żebyś miała coś swojego w obozie. Myślę, że niewydana książka to dobry pomysł.-dziewczyna odłożyła delikatnie kartki na koc i wtuliła się mocno w bluzkę Nico. Czuła się bezbronna, ale i bezpieczna. Tak jak wtedy, kiedy była mała, otaczał ja ramionami, broniąc przed całym światem. Kiedy wymykali się do McDonalda, kiedy Willa nie było w domu. Lubiła te przelotne chwile radości. Odsunęła się powoli i uścisnęła Willa. Uznała, że nigdy nie zamieniłaby ich na żadnych innych rodziców na świecie.
  Spędzili miłe popołudnie rozmawiając o głupotach. A kiedy słońce zaczęło zachodzić, złożyli koc i ruszyli w drogę powrotna. Lynn wbiegła po schodach do pokoju i złapała walizkę i przymocowała czarny miecz do boku. Dostała go od Nico, kiedyś był jego. Otrząsnęła się i w ostatniej chwili wpakowała tam swoje książki. Po chwili troje stali an progu ich wspólnego domu.
-Nico chciał dać ci smoka, ale stwierdziłem, że to głupi pomysł.-Razem z Nico próbowali utrzymać poważne miny. Tylko oni wiedzieli o ich małym sekrecie. Evelynn miała smoka. Dokładnie smoczycę. Miała na imię Padrona. Była ciemna jak niebo nocą, a jej łuski świeciły jak gwiazdy. Oczy wielkie i jasne jak księżyce. Potrafiła zmienić rozmiar, więc nie było problemu z trzymaniem jej w pokoju, na strychu. Lynn uczyła się na niej jeździć od ósmego roku życia. Znały się już na wylot i ufały każda każdej. Evelynn źle się czuła oszukując Willa, ale wiedziała że to dla ich dobra. Will dostałby palpitacji serca, gdyby dowiedział się co robiła w czasie tych "weekendowych wyjazdów". Jak skakała po drzewach i robiła podniebne akrobacje na grzebiecie bestii. Jak łamała ręce i nogi spadając z konarów coraz to wyższych drzew, albo z nieba przy lekcjach latania. Albo kaleczyła się przy zabawach z Padroną. Wymieniła z Nico ostrożne spojrzenie, ale nie wyglądało na to żeby próbował coś wyjaśniać. Twarz miał obojętną, ale Lynn wiedziała ile go to kosztuje.-Więc poprosiłem, żeby przysłali pegaza. Znasz drogę, prawda?
-Jasne.-przyznała. Znała drogę do obozu. Pokazali jej ją dawno temu, na wszelki wypadek. Ale nigdy z niej nie skorzystała. Argea* nałożyła barierę ochronną na ich dom, więc byli bezpieczni.-Pamiętam.
-Spotkamy się pod koniec lipca.-powiedział Nico.-Przyjedziemy do obozu, spędzimy tam miesiąc i wrócimy do domu.
-A co mam zrobić z walizką?-pociągnęła ją po tarasie. Była przygotowana na jazdę na smoku, nie na pegazie.
-Przeniosę ją cieniem.-zaproponował Nico.-Wiesz, że nic innego nie mogę zrobić.-wtrącił kiedy Will otwierał usta, żeby zaprotestować i szybko je zamknął.-Jakbyś jednak nie pamiętała drogi masz mapę.-dał jej złożoną kartkę i mrugnął porozumiewawczo.
-Dzięki.-uśmiechnęła się smutno.
-Ej.-Will położył jej dłoń na ramieniu.-W obozie jest na prawdę fajnie.
-Mów za siebie.-mruknął Nico. Wiedział, że to drażni Willa.
-Przecież polubiłeś obóz!-złotowłosy rozłożył ramiona.
-Niech będzie.
-Będzie tam Zack i Alice. I Dylan z siostrą.-Lynn wzdrygnęła się na tę uwagę. "Czyli ludzie których odtrąciłam." pomyślała. Nico musiał zauważyć jej zmieszanie więc szybko zmienił temat.
-Mają dobre jedzenie. Nie ma fast foodów, ale nie jest źle.
-Jak ja wytrzymam bez frytek i hamburgerów?-powiedziała na wpół serio na wpół żartem.-I coli?
-Pan D. ma zapasy coli w Wielkim Domu. Idź do jedenastki. Dzieciaki Hermesa skombinują wszystko.-poradził Nico. Will westchnął ciężko i uśmiechnął się pod nosem. Usłyszeli chrzęst kopyt za sobą i zobaczyli czarnego konia ze skrzydłami na podjeździe. Evelynn przełknęła ślinę i spojrzała wokół siebie.
  Pamiętała jak pierwszy raz całkowicie rozłożyła skrzydła. Jak wzleciała wysoko mimo protestów opiekunów. Pamiętała jak bawiła się tutaj z innymi dziećmi. Między innymi z kuzynem, Zackiem czy Alice, która wtedy była dla niej jak siostra. Jak wywróciła się na rolkach i zdarła kolana a wtedy dali jej ambrozji. Przypomniała sobie ten dzień kiedy Nico wpakował ją do samochodu i pojechali do lasu. Po dłuższej wędrówce wyszli na polanę, a jej oczom ukazało się czarne smoczątko z oczami jak spodki. Nico z zaciekaniem spoglądał jak mała Lynn kładzie sobie jego głowę na kolanach i gładzi ciemne łuski. Szeptała coś do małego stworka uspokajająco. Dwa księżyce wpatrywały się Evelynn z uwielbieniem i zaufaniem. Już wtedy Nico był pewien że zostaną przyjaciółkami. To było tydzień po jej feralnych ósmych urodzinach. I teraz dziewczyna spoglądała ponad płot, i widziała zarys wysokich drzew w oddali. Otrząsnęła się szybko i przytuliła ich obu. Zostawiła walizkę Nico i zbiegła po schodach. Wskoczyła lekko na grzbiet zwierzęcia i z łzami w oczach pomachała opiekunom.
-Wszystko będzie dobrze!-zawołał maleńki Will stojący na ganku.
-Dasz sobie radę.-zawołał Nico skacząc w cień z walizka w rękach.
  Evelynn patrzyła jak jej dom oddala się szybko, z czasem kiedy wzlatywała coraz wyżej i wyżej. Otarła oczy i policzki i pogłaskała szyję pegaza.
-Czy ja cie nie znam?-spytała cicho, ale koń nie zamierzał jej odpowiadać. Wzruszyła ramionami i spojrzała na mapę. W jednej trzeciej drogi był zaznaczony czarny x z podpisem: Wyląduj w pobliżu. "Grabisz sobie, Nico. Grabisz." pomyślała kręcąc głową z rozbawieniem. W wskazanym miejscu poklepała zwierzę w bok. Pegaz rzucił jej podejrzliwe spojrzenie, ale wylądował. Zeskoczyła z jego grzbietu i weszła w ciemną gęstwinę. Wiedziała już co tam znajdzie.
-Padron?-spytała cicho. Usłyszała szelest liści i łamanie gałązek. Po chwili spomiędzy krzaków wyłonił się granatowy łeb.-Witaj przyjaciółko.-pogładziła ją po pysku. Powietrze buchnęło z nozdrzy smoka. Lynn zaśmiała się cicho. Sama głowa Padrony była większa od niej samej. Dziewczyna spojrzała dalej i zauważyła walizkę przyczepiona bezpiecznie do boku przyjaciółki.
-Widać że Nico tu był.-przewróciła oczami i podeszła poprawić zapięcie, ponieważ Nico nie umiał dobrze tego zrobić. Szybko przeprowadziła inspekcję i poprawiła popręgi. Wspięła się na jej grzbiet i usiadła w swego rodzaju "siodle". Wolała jeździć na oklep, ale widać Nico wszystko załatwił. Obok zauważyła zaczepiony o oparcie czarny plecak. Spojrzała do środka i zauważyła wodę, owoce i ubranie na zmianę. Odłożyła go z poklepała Padronę po długiej szyi. Jej przyjaciółka rzuciła jej szybko spojrzenie z wyrzutem.-No co?-dziewczyna zmarszczyła brwi, próbując sobie przypomnieć.-Oh. Rzeczywiście.-zagwizdała przenikliwie. Z nieba zleciał czarny pegaz.-Hej, mały. Mam już transport więc możesz wracać.-koń skinął głową i machnął skrzydłami. Ponownie poprosiła przyjaciółkę, żeby wzleciała, ale tym razem zareagowała błyskawicznie. Przecinały powietrze i wznosiły się ku górze. Mimo, że Lynn była przyzwyczajona do tej dawki adrenaliny i wolności, roześmiała się głośno. Po trzech godzinach w siodle postanowiła się zdrzemnąć.-Nie masz nic przeciwko?-zwróciła się do smoka. Padron spojrzała na nią z czułością, niczym starsza siostra i pacnęła ją pyskiem w policzek.-Dzięki.-dziewczyna zamknęła oczy i pogrążyła się w śnie.

*Następny!
*W tym pożegnaliśmy Nico i Willa. Prawdopodobnie pojawia się jeszcze na końcu tej części.
*Jak zwykle proszę o motywacje. ^^
*Błędy zgłaszać. Byłabym wdzięczna.

*Argea-postać występująca w innym z moich blogów. Dokładnie w Dzieci Hadesa. Jest córka pana podziemi i siostrą Nico. Przewodzi obozowi herosów, którzy chcą wieść spokojne życie i nie być...herosami. Potrafi nakładać silną magię na budynki i ludzi tak, żeby nie znalazły ich potwory, wiec wszyscy ją kochają za to ,że potrafi dać im namiastkę normalności. Akurat tutaj nałożyła Mgłę na dom Nico i Willa. Kochana postać.

2 komentarze:

  1. Motywacje? Hmmm..... Bo ja tylko każe pisać przymusowo rozdziałyy....
    Pominę...
    #Pierdoła #smoki #Nicomymmenszem
    Oezuuu.... Nico taki niegrzeczny <3 Mrrrrrr <3
    Ona ma smokaaaaa ;-; Tesz chcem -,-
    Książka przed wydaniem jest skarbem <3
    Nwm co na pisać...
    Kocham Cię Siostro <3
    Nico mym mężem <3
    Czekam <3
    /Cherry

    OdpowiedzUsuń
  2. Ić z tym Nico XDDDD Kochana Home, proszę cię o zaprzestanie wytykania mi tego jednego bloga XD

    OdpowiedzUsuń