czwartek, 9 lipca 2015

Rozdział Czwarty

-Witamy w obozie!-usłyszała za sobą wesoły głos. Na pewno ten kto za nią stał uśmiechał się szeroko a jego oczy błyszczały jak gwiazdy, bla, bla, bla. Evelynn westchnęła ciężko w duchu. Teraz będzie otoczona takimi ludźmi.-Halo? Jesteś tam, chłopie?-O! A teraz wziął ją za chłopaka. Na samą myśl o tym musiała się uśmiechnąć. Odchrząknęła cicho, żeby uśmiech spełzł jej z twarzy po czym obróciła się powoli.
  Za nią stał chłopak. Miał siedemnaście lat, czarne włosy i oczy koloru lazurowego morza. Był dobrze zbudowany i opalony. Na sobie miał bluzkę obozu herosów, kąpielówki i japonki. I ten śmieszny naszyjnik z dziewięcioma koralikami. A przede wszystkim Evelynn go rozpoznała. To był Dylan Jackson. Świetnie się bawili i dogadywali jak byli młodsi. Jej serce mimo woli szybciej zabiło na jego widok. Kiedy tylko się zorientowała, kazała pulsowi wrócić do normy i tak się stało. Ćwiczyła tę sztuczkę latami. Dylan spojrzał na nią, a jego źrenice gwałtownie się powiększyły.
-Eve?-zapytał. Dziewczyna uśmiechnęła się smutno. Tylko on ja tak nazywał. Inni preferowali Lynn albo po prostu Evelynn.-Nie do wiary. Ile lat już minęło?-powiedział a na jego twarzy rozkwitnął uśmiech.
-Osiem.-odpowiedziała cicho. Osiem lat minęło od jej uznania i od tego dnia kiedy wszystko się zmieniło. Osiem lat minęło od kiedy ostatnio rozmawiała z Dylanem. Potem widywała go czasami, kiedy przyjeżdżał do nich w odwiedziny z rodzicami, ale tylko ona go widziała. Młodszy Dylan nie zdawał sobie z tego sprawy. Siedział znudzony na dywanie w salonie, szedł do jej pokoju albo wpatrywał się w okno. Lynn w tym czasie siedziała na dachu lub szybowała wysoko nad domem. Pewnego razu przysiadła na gzymsie niedaleko otwartego okna.
-Co u niej?-usłyszała głos Percy'ego.
-To co zwykle.-odpowiedział Will i wzdychając opadł na kanapę. Pozostali dołączyli do niego. Tylko dziesięcioletni wtedy Dylan usiadł na szarym dywanie.
-Aż tak źle?-spytała Annabeth.
-Dylan, o co prosiłeś kiedy miałeś dziewięć lat?-spytał Nico. Chłopiec zamyślił się a po chwili wahania odpowiedział.
-Chyba chciałem psa i grę na komputer. I narty. I...
-Widzicie.-westchnął Nico. Na to stwierdzenie Evelynn zapiekły oczy. Zrozumiała, że nie jest normalna i w dodatku inni też tak myślą.-Lynn nawet nie pomyślałaby o takich rzeczach.-Mówił prawdę. Evelynn nie zwracała uwagi na przedmioty materialne.
-W takim razie co chce Eve?-zapytał Dylan unosząc się z dywanu.
-Evelynn, kiedy skończyła osiem lat poprosiła mnie żebym nauczył ją szermierki, walki wręcz, strzelania z łuku, sztuki przetrwania, włoskiego i...innych pożytecznych rzeczy.-wyrecytował szybko Nico. Will tylko skinął głową i spojrzał krytycznie na chłopaka, Nico prawie się wygadał. Dziewczyna siedząca na zewnątrz przypomniała sobie ten dzień. To było tydzień po jej uznaniu. Teraz zbliżały się jej dziewiąte urodziny. "Spędzę je na treningu." pomyślała i wróciła do słuchania.
-Ale...wszystko naraz? Czy to nie jest za dużo dla ośmiolatki? I po co jej język włoski?-zapytała Annabeth.
-Wszystko naraz.-przytaknął Will.-Przez te kilka miesięcy, każdego dnia ćwiczyła i trenowała. Dzisiaj daliśmy jej wolne, ze względu na waszą wizytę, na co zareagowała skinieniem głowy po czym wyleciała przez okno z mieczem w ręce. Pewnie ćwiczy.
-A jeśli chodzi o język włoski. Po prostu chciała się nauczyć obcego języka, a za nauczycieli ma tylko nas. I tylko ja znam inny język niż angielski i grekę.-spojrzał wymownie na Willa, przez co zarobił kuksańca w żebra.-Au!-zaśmiał się odganiając chłopaka. Percy i Annabeth uśmiechnęli się na tę scenę. Cieszyło ich szczęście Nico. Kiedy się opanował kontynuował swoją wypowiedź.-Dla niej to nie jest za dużo. Chciałaby więcej.
-Wyślijcie ją do obozu. Tam na pewno wiele się nauczy.-zaproponował Percy.
-To niemożliwe. Ona jest dla nas za sprytna.-zaśmiał się Will.-Próbowaliśmy.
-Tam może nauczyć się ujeżdżać pegazy i wspinać po skałach. Szermierki i walki również.
-Tego samego uczy się tutaj. Sama.-zapewnił Nico.-No może oprócz pegazów bo nie mamy ich aktualnie. Czasami znika na kilka dni i wraca obszarpana i zakrwawiona.
-I pozwalacie jej na to?-Percy zmarszczył brwi.
-Nie. Tylko trudno utrzymać w pokoju dziecko który potrafi otworzyć każdy zamek w tym domu i ma skrzydła.-Nico przewrócił oczami. Lynn na gzymsie zachichotała cicho na te słowa.
-Czasami mam wątpliwości.-mruknął Will.
-Co do czego?-Nico zapadł się głębiej w siedzenie.
-Czy dobrze robimy izolując ją tak.-Nico ciężko westchnął.
-To nie my ją izolujemy, zrozum. Ona jest już samodzielna i nie możemy na to nic poradzić. I jeśli jej życzeniem jest samotność, to nie będę jej specjalnie szukać przyjaciół.
-Ok. Zrozumiałem. Właśnie. Kto ma ochotę na herbatę?
-Nico, gdzie jest Eve?-zapytał się Dylan.
-Jeśli wyjdziesz na balkon i spojrzysz w górę może ją zobaczysz.-powiedział wtedy Nico a chłopiec wybiegł przez drzwi i uniósł głowę. I zobaczył ją, wzlatującą coraz wyżej, i wyżej aż wleciała w chmury.
  Evelynn otrząsnęła się z otępienia i spojrzała na chłopaka. Nie przypominał już tamtego chłopca. Wyrósł, wydoroślał. 
-Tylko osiem? Ten czas ciągnął się nieubłaganie.-zagadnął.
-Tak, tylko osiem.-odparła ignorując drugie zdanie.-Gdzie jest Chejron? Miałam się z nim spotkać.
-Wyjechał i to mi przypadł zaszczyt oprowadzania nowych.-wyszczerzył zęby. "Świetnie." pomyślała.-Więc może dzisiaj usiądę z tobą przy stoliku Hermesa i zapoznam z kilkoma przyjaciółmi.-Jak to przy stoliku Hermesa? Przecież...oh. Pewnie Nico i Will zataili czyim jestem dzieckiem. Może to i lepiej.
-Wiesz, na prawdę...-nie musisz, chciała dokończyć, ale oczywiście musiał się wtrącić.
-To żaden problem. Pewnie poznałaś już kilka osób wczoraj. Ej, czekaj. Własnie. Kiedy dotarłaś? Mroczny przyleciał sam i zaczęliśmy się niepokoić.
-Przyleciałam w nocy i nie. Nikogo nie poznałam. Ja nawet nie byłam w domku Hermesa.-skrzyżowałam ręce na piersi i czekałam na jego odpowiedź.
-To gdzie spałaś?-zmarszczył brwi i przekartkował zeszyt.-Jest napisane, że powinnaś być w domku 11.
-Ja...będę mieszkać w domku Hadesa.
-Oh. Nico. Jasne.-powiedział.-Głodna? Muszę z tobą usiąść jeśli siedzisz sama.-zbliżył się i chyba próbował chwycić dziewczynę za ramię, ale szybko się wywinęła i zaczęła iść w stronę stolika. Zaciągnęła kaptur mocniej na głowę, żeby jeszcze bardziej zakrył twarz. Po chwili Dylan szedł tuż obok i przyglądał jej się katem oka. I myślał że nie widzi.-Alice i Zack pewnie się zaraz zjawią.
-Oh.-wymknęło mi się.
-Co "Oh"? 
-Nic. Następne powitanie po latach. Super.-mruknęłam.
-Chcesz powiedzieć, że nie widziałaś własnych kuzynów przez osiem lat?-jego głos brzmiał tak śmiesznie, że musiałam się uśmiechnąć.
-Tak. To chcę powiedzieć.-dotarliśmy już do stolika wiec usiadłam sztywno na ławkę.
-Ucieszą się na twój widok.-wyszczerzył do mnie zęby i opadł naprzeciwko. Uniosłam jedną brew, ale on tego nie widział. Spojrzałam na pusty talerz i szklankę przed sobą.-Musisz pomyśleć co chcesz.-powiedział Dylan, a na jego talerzu pojawił się burger.
-Tak, wiem. Wiem jak to działa.-zapewniłam go po czym na moim talerzu pojawiły się kawałki zielonego melona, a szklanka napełniła się wodą.
-Tylko to zjesz na śniadanie?-chłopak wyglądał na oburzonego.
-A ty to?-wskazałam ociekającego wręcz tłuszczem fast fooda. Wzruszył ramionami i wgryzł się w mięso. Przekręciłam oczami i włożyłam do ust kawałek owocu. Świeży smak soku od razu mnie pobudził. Westchnęłam cicho popijając wodę.
-Wiesz...myślę, że wygodniej jadłoby ci się bez kaptura.-zagadnął jak niby nigdy nic. "Jakie to typowe, że chce zobaczyć moją twarz i włosy, a nie tylko usta i podbródek." pomyślałam z rozbawieniem.  Ale w sumie miło mi się na niego patrzyło. Ciągle znajdowałam jego stare cechy jak pieprzyk przy ustach czy obok oka. Albo tę małą bliznę, już mocno wyblakłą, na czole, którą dostał od Zacka w prezencie urodzinowym. Ale widziałam też nowego Dylana. Pewnie też chciałby zobaczyć na ile się zmieniła. "Ale dam mu się trochę pomęczyć."
-Nie, na prawdę. Dziękuję za troskę.-powiedziałam jak najuprzejmiej i wyciągnęłam ramię nad stół. Padrona zgrabnie zeskoczyła na stół, a ja poprosiłam o surowe mięso na talerzu. Smoczyca rzuciła się na wołowinę i cicho mlaskała od czasu do czasu.

*Tu znowu ja.
*Znowu.
*Nawet nie będę przepraszać X'D
*Od razu informuje że mogą być dziwne skoki między pierwsza a trzecia osobą ;; Długo by zeszło tłumaczyć.
*Wracam z opowiadaniem także...^^

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz