-Co jest?-pisnęła przestraszona. Spojrzała na ręce i zauważyła że w lewej trzyma sztylet.-Co jest?-powtórzyła.
Byłoby łatwiej. Prawda? Tak bardzo łatwiej.
-Kim jesteś?-zapytała nie ruszając się z siedzenia.-O co chodzi?
Skończ to. Will i Nico będą szczęśliwi. Wiesz, że nigdy cie nie chcieli? Nikt cie nigdy nie chciał.
-O co ci chodzi?-szepnęła.
Widzisz ten sztylet? Weź go. Zrób to. Skończ to.
-Co mam zrobić? Co mam skończyć?!-Lynn zaczęła się trząść. To nie było normalne. "Nie było!"
Widzisz te krew? Widzisz?
Półprzytomna ze strachu dziewczyna skinęła głową.
Może być twoja.
-Co?-zapytała.
Może być twoja.
-T-to czyja jest teraz.-jąkała się. Głos nie odpowiedział.-Czyja ona jest?!-krzyknęła rozpaczliwie upuszczając sztylet, który brzdęknął o podłogę.
Zerwała się z fotela żeby zaraz upaść. Jęknęła unosząc się na łokciach. Spojrzała na duży zegar.
-Jest czwarta.-westchnęła z ulgą.-Czwarta.-wstała i rozejrzała się po pokoju. Najwyraźniej rzucała się na fotelu i strąciła szklankę, która upadła na podłogę budząc ją.-Dzięki bogom.-szepnęła podnosząc szkło. Z jednej strony czuła ulgę, że się obudziła, a z drugiej była ciekawa ciągu dalszego tego snu. Przeklęła cicho idąc na górę.
W pokoju znalazła całkowicie rozbudzonego smoka na parapecie. Padrona wpatrywała się tęsknie w widok za oknem. Lynn również podeszła i otoczyła smoczyce ramieniem. Za szybą zobaczyła wielki obszar lasu.
-Jest piękny.-przyznała racje swojej "siostrze".-Masz ochotę wyjść?-Padro skinęła szybko głową i rozłożyła skrzydła.-Ale zostań w tym rozmiarze, dobrze? Nie zbliżaj się do ludzi.-pogroziła jej palcem i otworzyła okno. Stwór skrzyknął ucieszony i skoczył. Dziewczyna jeszcze chwile wpatrywała się w ciemną plamkę na horyzoncie aż w końcu ta zniknęła. Zostawiła okno uchylone i podeszła do szafy. "Chyba czas pokazać się ludziom." pomyślała patrząc tęsknie na bluzę lezącą sobie spokojnie na kołdrze. Z szafy wyjęła szary top z truskawką i czarne rurki. "Chrzanić, że jest lato." Narzuciła szybko ciuchy i rozczesała włosy. Myślała czy by się lekko nie pomalować żeby zrobić dobre wrażenie ale zrezygnowała z tego pomysłu. "Na kim chcesz zrobić to wrażenie?" prawie prychnęła rozbawiona swoim pomysłem. Z pod ściany wzięła czarny miecz i przypięła go do pasa. Nagle przypomniała sobie ten sztylet ze snu. On również był ze stygijskiego żelaza. Pokręciła głowa zirytowana. "Już, przestań, przestań." skarciła się w myślach i opuściła pokój.
Na zewnątrz było dość chłodno, ale dziewczynie to nie przeszkadzało mimo koszulki na ramiączkach. W sumie lubiła chłód i zimno o wiele bardziej nić letni gorąc. Spojrzała na słońce które dopiero co wstało oświetlając domki. Dylan spał w domku Posejdona, a jego siostra, Lucy, w domku Ateny. Z tego co wiedziała Alice mieszkała u Hermesa, a Zack u Hekate. Taki układ jej pasował. Nie chciała z nikim dzielić domku,a Zack równie dobrze mógł wybrać domek Hadesa ze względu na mamę. Na szczęście wdał się w ojca.
Zamyślona przemierzała las ufając swoim nogom i instynktom. Nawet nie zauważyła że się zatrzymała. Po chwili rozejrzała się wokół i stwierdziła że jest na plaży. Słońce odbijało się w wodzie rażąc jeszcze mocniej w oczy. Musiała długo spacerować, bo było już dość wysoko. Przekonała się o tym kiedy usłyszała dźwięk konchy. Wymamrotała coś pod nosem i pobiegła do pawilonu.
Na miejscu usiadła przy swoim stole z westchnieniem. Napełniła kubek gorącą kawą i upiła łyk. Tak jak się spodziewała. Była idealna. Zbyt idealna. Można było czuć świeżo zmielone ziarna, odrobinę brązowego cukru i...czy to był cynamon? Odstawiła ją wspominając ciemną, kleista maź którą piła codziennie rano w domu. Tak bardzo za tym tęskniła a to dopiero drugi dzień.
-Hej, Eve.-usłyszała znajomy głos. Do jej stolika dosiadł się Dylan i po raz drugi podczas jej pobytu spojrzał krytycznie na jej śniadanie.-Kawa?
-Właściwie to już jej nie chce.-wzruszyła ramionami i demonstracyjne odsunęła szklankę.
-No weź.-zaśmiał się chłopak.-Zjedz coś, jesteś strasznie blada.
-Ja zawsze jestem blada.-powiedziała zmęczona.-Wiesz, że nie powinno cię tu być?
-No wiem, wiem.-wzruszył ramionami.-Ale nie zakablujesz mnie nie?-dodał konspiracyjnie.
-Zastanowię się.-podparła głowę dłonią i przymknęła oczy.
-Tylko nie zasypiaj. Wystarczy że zamkniesz oczy a już odlatujesz?
-Nie spałam wczoraj.-wyjaśniła nadal z zamkniętymi oczami.
-Co? To dlaczego nas nie zatrzymałaś?-jęknął.
-Po co? Myślałam że już skończyliście.
-Nawet nie wiesz ile czekaliśmy żeby znowu porozmawiać.-dodał jakby nie słysząc dziewczyny.
-Mhm.-mruknęła wpatrując się w stół. Po chwili przed nią pojawiły się się złote naleśniki. Spojrzała na chłopaka który spokojnie wpatrywał się w nią.
-Masz, zjedz.-skinął głową.
-Nie chce ich.-zaprotestowała zupełnie jak małe dziecko.
-Nikt cie nie pytał.-parsknął.-Idę do swojego stolika a jak wrócę ten talerz ma być czysty.-wstał prędko i odszedł. Dziewczyna przewróciła oczami i spojrzała na naleśniki. "W sumie czemu nie." Zaskoczona własnym wyborem wzięła widelec do ręki i spróbowała placków na talerzu. Były całkiem dobre, ale jak na jej gust za słodkie. Zjadła jednego i nawet nie próbowała zacząć następnego bo wiedziała, że zaraz biegłaby w stronę krzaków z ręką na ustach. Siadła wyprostowana i zamieniła kawę na zwykłą wodę. Spędziła tak kilka chwil rozglądając się wokół.
Przez bramę wjechał Chejron. Obozowicze zaczęli klaskać i wiwatować, kiedy centaur wjechał na specjalne podwyższenie. Skinął głowa uśmiechając się ciepło zupełnie jak ojciec. "W sumie to on jest takim ojcem dla tych herosów." Lynn zwróciła sobie uwagę.
-Proszę o spokój.-zaczął a wszyscy obozowicze umilkli.-W naszym obozie pojawił się specjalny gość. Jest to Evelynn Nicola Solace di Angelo, przybrana córka Nico di Angelo i Willa Solace'a, nieuznana.-uniósł ręce. "Przepraszam, co?" lekko zaniepokoiła się takim przywitaniem. "Miałam pojawić się, a potem zniknąć. I tyle. Nie prosiłam się o takie coś!"
*Wiem, wiem. Pewnie chcecie przepowiednie i przygodę etc. Jeśli dobrze kojarzę, przepowiednia powinna pojawić się za rozdział, a w przyszłym spodziewajcie się walk ^^
*Dziękuję za komentarze! c:
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz