-Czy to...?-zaczął Dylan, ale jakoś nie śpieszył się, żeby skończyć.
-Na prawdę jej nie zauważyłeś? Nie zauważyłeś smoka na moim obojczyku?-zapytała niedowierzając i zaczęła gładzić stworzonko po łebku.
-No wiesz....yyyy....-wzruszył bezradnie ramionami.-To twój?
-Raczej tak.
-Jak ma na imię?-spytał zaciekawiony.
-Padrona.-powiedziała Evelynn z lekkim, włoskim akcentem.
-Widzę, że nie żartowali z tym włoskim.-Dylan zaśmiał się tak naturalnie, że dziewczyna odsunęła się lekko przestraszona. "Jak?" zapytała samą siebie. Chłopak musiał zauważyć jej skrępowanie, bo spojrzał na nią z niepokojem.-Co jest?
-Nic, nic.-odwróciła wzrok przypatrując się obozowiczom. Rzeczywiście, było pełno tu nastolatków. Śmiali się, rozmawiali przekrzykując się na zmianę. Oprócz niej było kilka nowych osób. Dziewczyna widziała jak witają ich przy stoliku Hermesa, lub przy innym jeśli już zostały uznane. Poklepywanie po plecach, propozycje oprowadzania lub przyjaźni. "Jakie to przereklamowane." myślała Eve odwracając się z powrotem.
Padro właśnie skończyła jeść i zaczęła powoli skradać się w stronę chłopaka. Słońce odbijało jej się od ciemnych łusek i zębów. Złożyła skrzydła i przystanęła w połowie drogi. Zmrużyła oczy i zaczęła wydawać cichy mruczaco syczący dźwięk.
-Padro.-ucięła szybko, a smoczyca wróciła do Lynn błyskawicznie i weszła do kaptura. Z jednej strony wystawała głowa a z drugiej ogon.-Żegnaj.-dziewczyna skinęła chłopakowi głową i odeszła od stolika.
-Czekaj!-chłopak również się podniósł i podbiegł do niej łapiąc ją za łokieć.-Wiesz...ja na prawdę chciałbym cię zobaczyć.-spojrzał w stronę kaptura.
-Niedoczekanie.-powiedziała cicho i wyrwała rękę z uścisku, po czym odwróciła się i zniknęła wśród drzew zostawiając zasmuconego chłopaka kompletnie samego na środku pawilonu.
Szybkim krokiem przemierzała zarośnięta ścieżkę aż w końcu doszła do domku. Widząc na ganku jakieś postaci schowała się za drzewem i zaczęła podsłuchiwać.
-...na prawdę dziwnie.-to był Dylan. Chyba ta ścieżka to jednak nie był skrót. Lynn przybiła sobie w myślach mentalną piątkę.
-Ale...to nadal Lynn, nie?-usłyszała niepewny głos. Kiedy go rozpoznała osunęła się cicho po pniu. To była Alice. Evelynn nadal pamiętała jak świetnie się bawiły i jak bolała ja rozłąka. Ich ostatnie spotkanie przebiegło normalnie, a tu nagle Alice straciła siostrę i najlepszą przyjaciółkę całkowicie bez powodu.
Blond-włosa dziewczynka siedziała opierając się o pień i wpatrywała się w swoją bratnią duszę siedzącą na konarze powyżej.
-Lynn.-powiedziała.-Podoba ci się Dylan?
-Al.-ciemnowłosa westchnęła głośno powtarzając wstęp przyjaciółki.-Pamiętaj że mamy 7 lat. W tym wieku raczej nie powinien się tobie nikt podobać.-jak zwykle. Evelynn potrafiła się bawić i śmiać i pokazywać emocje, ale zawsze to ona była ta mądrzejszą i poważniejszą.
-No przestań.-Alice przewróciła oczami.-Zakochać się można w każdym wieku.-Lynn spojrzała na nią ze zdziwieniem.
-To teraz jeszcze miłość?-zaśmiała się.-Skończmy to Alice. Chodź się pobawić.-z wycięć na plecach, które były w każdym jej ubraniu wysunęły się smukłe czarne skrzydła. Dziewczynka delikatnie sfrunęła z drzewa i ponownie je złożyła.
-Dlaczego je schowałaś?-zapytała Alice z zawodem.
-Przeszkadzałyby mi.-ciemnowłosa wzruszyła ramionami i pobiegła w stronę domu. Jej przyjaciółka z chichotem ruszyła za nią. Kochała te dziewczyne.
-Nawet nie pozwoliła mi zobaczyć swojej twarzy.-Dylan westchnął rozczarowany.
-Może ma trądzik.-ktoś zachichotał a zaraz potem łapał powietrze bo oberwał od Alice w brzuch. Zack. To imię wyskoczyło przed oczy Lynn. Zack, jej kuzyn. Syn cioci Argei i wujka Butcha. Jak byli młodsi dobrze się dogadywali bo oboje byli z tych poważniejszych. Zwykle karcili Dylana i Alice za jakieś głupoty, żeby potem się do nich dołączyć. Dzieci to dzieci.
Dziewczyna potrząsnęła głową i stanęła na nogi. Nigdy nie wyobrażała sobie że ich spotka. Nigdy nie wyobrażała sobie że znowu ich zobaczy i usłyszy ich głosy. Nigdy nie wyobrażała sobie że będzie to takie trudne i bolesne.
Wzięła głęboki wdech, poprawiła kaptur i zaczęła rozwijać skrzydła. Tak jak się spodziewała, bluza miała chirurgiczne nacięcia na łopatkach. Poczuła ciepło rozchodzące się po plecach, zaraz potem mocne pociągnięcie, żeby w końcu poczuć ten słodki ból wychodzących piór. Wypuściła powietrze i uśmiechnęła się lekko czując ich ciężar. Machnęła nimi delikatnie, na próbę. Uniosła się kilka centymetrów nad ziemie. Poklepała łepek smoka.
-Lecimy mała.-szepnęła i wzbiła się w powietrze. Zrobiła to tak szybko i bezszelestnie, że trójka herosów nawet nie zorientowała się że niedaleko ktoś był. Leciała przez krótka chwile po czym wylądowała na ścieżce niedaleko dawnych przyjaciół.-Nieładnie tak obgadywać kogoś za plecami.-odezwała się przesłodzonym głosem. Cała trójka aż podskoczyła. Pierwszy opanował się się Dylan.
-My...eee...-pomasował się po karku spoglądając na przyjaciół. Dopiero teraz dziewczyna zobaczyła jak się zmienili.
Alice zawsze była szczupła i drobna, zupełnie jak matka. Długie blond włosy sięgały jej teraz aż do pasa. Miała na sobie białą sukienkę wyszywana w kwiatki i czarne pantofle. Lynn przypomniała sobie że Al zawsze chodziła ubrana w eleganckie stroje. Nawet jeśli potem pływała w błocie. Kiedy ostatnio widziała Zacka miał dziewięć lat i był dość pulchnym dzieckiem. Teraz spod obozowej koszulki wybijały się wypracowane mięśnie, miał przystojna twarz z lekkim zarostem i wyglądał bardzo męsko. Uśmiechnęła się, kiedy przypomniała sobie jak kiedyś rozmawiały o nim z Alice.
-Wiesz...wyobrażam sobie że Zack w przyszłości będzie bardzo przystojny.-rzuciła nagle Alice kiedy były same. Eve zakrztusiła się sokiem i wypluła go na trawę.
-Co proszę?-zapytała kiedy przestała charczeć.
-Ja to wiem.-wtedy dziewczynka mrugnęła do niej i odbiegła do chłopaków.
-Uśmiechasz się.-zauważył Dylan. Lynn wyprostowała usta i skinęła głową.-Dowiemy się dlaczego?-zachęcił ja własnym uśmiechem.
-Padrona połaskotała mnie w szyje. Zadowolony?-warknęła i założyła ręce na piersi. Przyjaciele popatrzyli na nią z powątpiewaniem.-Mogę coś dla was zrobić czy dacie mi wejść do domku?-posłusznie się rozsunęli a ona otworzyła drzwi. Smoczyca od razu zeskoczyła jej z ramienia i pobiegła na górę.-Dzięki wielkie, ty mała...-dziewczyna zorientowała się, że wszyscy weszli za nią. Odchrząknęła dyskretnie.-Rozgośćcie się.-rzuciła ściągając buty i poszła do kuchni.
Wróciła z czterema szklankami wody i położyła je na niskim stoliku. Dylan, Alice i Zack zdążyli usiąść i wyglądali jakby połknęli kije od miotły. Lynn westchnęła zniecierpliwiona.
-Nie gryzę.-powiedziała już o wiele delikatniej niż na zewnątrz.-Pójdę się przebrać.-nie czekając na ich reakcje pobiegła na górę. Z szafy wyjęła czarna bluzkę na ramiączkach i dresy. Zrzuciła bluzę i położyła ją na łóżku. Przebrała się szybko w łazience i ze zrezygnowaniem rozpuściła włosy.-Super.-mruknęła.-Teraz będę musiała chodzić w rozpuszczonych.-przeczesała je szybko dłońmi i zeszła na dół. Przyjaciele rozmawiali miedzy sobą przyciszonymi głosami. "Jasne."
Tak żeby jej nie zauważyli wróciła do kuchni i wyjęła ulubione czekoladowe ciasteczka. "Niech stracę." Przekroczyła próg w salonu i dyskretnie odchrząknęła przerywając ich rozmowę.
-Lepiej?-zapytała zirytowana stojąc przed nimi praktycznie w piżamie i z talerzem ciastek w ręce. Patrzyli się na nią kompletnie zszokowani i zaskoczeni. Dylan miał nawet otwarta buzię.-Aż taka jestem brzydka?-prychnęła odstawiając ciastka na stolik i siadając na przeciw w fotelu.
-Nie. To znaczy...-zaczął Zack.-Myśleliśmy że albo wstydzisz się swojego wyglądu albo masz jakąś bliznę, albo coś takiego.-gestykulował dłońmi.
-Mam dużo blizn.-skinęła głową.-Ale tymi na twarzy specjalnie się zajmuje żeby nic nie zostało. Nawet ja dbam o wygląd bardziej lub mniej.-Lynn wzruszyła ramionami. W pokoju zapanowała niezręczna cisza. Herosi kręcili się niecierpliwie na swoich miejscach, kiedy Eve siedziała spokojnie i patrzyła na nich poczynania.-Przestańcie się tak ruszać.-rzuciła w końcu, a oni posłusznie zaprzestali się wiercić.-Pewnie macie pytania, bo usiedzieć na miejscach nie potraficie.-przejechała dłonią po twarzy.
-Jak się czujesz?-zapytała Alice wyciągając w stronę dziewczyny dłoń. Evelynn zignorowała ją odwracając wzrok.
-Tak jak zwykle.-odpowiedziała.-Ani dobrze, ani źle.
-Dlaczego tak nagle przyjechałaś do obozu?-zainteresował się Zack.-Stęskniłaś się?
-Gdyby nie to że Nico zaciągnął Willa do Włoch nie byłoby mnie tu.-nie miałam zamiaru ich urazić ale chyba właśnie tak wyszło.-Przepraszam. Po prostu...nie byłam na to gotowa.-wcisnęła się głębiej w fotel.
-Jasne.-Dylan posłał jej uśmiech.-Więc dlaczego się uśmiechnęłaś tam na zewnątrz?
-Na prawdę chcesz to wiedzieć?-zapytałam rozbawiona. Skinął głową.-Przypomniałam sobie jak Alice mówiła że Zack będzie przystojny w przyszłości a ja zakrztusiłam się sokiem. Ale najwyraźniej miała rację.-spojrzałam na tę parkę. Dziewczyna zrobiła się lekko czerwona, a chłopak wyglądał na zadowolonego.
-Lynn.-pisnęła Alice.
-Miałam tego nie mówić?-zapytała udając głupią.-Ale on się pytał.-Dylan z Zackiem zachichotali zupełnie jak mali chłopcy, po chwili dołączyła do nich dziewczyna. Jedynie Evelynn pozostała niewzruszona.
-Eve co jest?-zapytał Dylan.
-A o co chodzi?-zmarszczyła brwi.
-No wiesz...-zaczął ale najwyraźniej się rozmyślił.-Zack jeszcze ty masz pytanie.
-Co?-pisnęła Al.-Nie wiedziałam że można tylko po jednym!
-Odpowiem na te na które mogę odpowiedzieć.-Lynn skinęła głowa na Zacka.
-Masz chłopaka?-rzucił. Udała zamyśloną.
-Hmmm...-zapatrzyła się w sufit.-Zackhary.-zaczęła wolno.-Wiedz, że szanuję twoje uczucia, ale jako, że jesteś moim kuzynem...-powiedziała wolno przyciskając dłoń do serca.
-Evelynn!-jęknął.-Wiesz, że nie o to mi chodziło!
-A co ty tak się interesujesz moim życiem miłosnym?-uniosła brew.-Nie, nie mam ani chłopaka ani dziewczyny. Powiedzmy że nie miałam gdzie ich spotkać.
-Dobra, dobra.-machnął ręką i odwrócił wzrok.
-A co u Nico i Willa?-zapytał Dylan.
-Nic nie zmieniło się przez te trzy lata kiedy ostatnio u nas byłeś.-zobaczyłam tylko zaskoczenie na jego twarzy.
-Co?-wykrztusił.
-Wtedy przestałeś przyjeżdżać z rodzicami, prawda?-zamknęła oczy. Dwójka przyjaciół siedziała cicho wyraźnie zainteresowana rozmową.
-Skąd wiesz?-zapytał.-Pewnie Nico i Will ci powiedzieli.-skinął głową w zamyśleniu. Oczywiście, dziewczyna nie zamierzała odpowiadać. Cisza przeciągała się, aż w końcu usłyszała ciche szuranie po czym klikniecie zamka w drzwiach. "Najwyraźniej uznali, że zasnęłam." pomyślała z rozbawieniem i poprawiła się na fotelu zamykając oczy.
Hej :)
OdpowiedzUsuńBardzo podoba mi się Twój blog i to jak piszesz.
Wybacz, ale nie umiem pisać komentarzy...
Zajrzysz do mnie?
Cóż życzę weny i czekam na next.
Pozdrawiam :)
Ooo dziekuję ^^ Ale się ucieszyłam.
UsuńJasne.
Jak tylko znajdę chwile z chęcią zajrzę.
Tyle szukałam bloga, który mi odpowiada i przypomniałam sobie, że przecież Ribbon taki prowadzi xD Cudne jest wszystko, naprawdę lubię twój styl pisania ^^
OdpowiedzUsuńAmiś <3 ^^ Arigatou!
UsuńCzekam na nexta cudo
OdpowiedzUsuńFajnie, ze ci się podoba. ^^ Dziękuję. Postaram się szybko opublikować.
Usuń