niedziela, 26 lipca 2015

Rozdział Siódmy

Mimo to wstała z godnością i zabrała głos.
-Przepraszam, Chejronie, ale ja zostałam już uznana.-centaur, a także Dylan z siostrą, Zack i Alice spojrzeli na nią zdziwieni.
-Dlaczego nam nie powiedziałaś?-pisnęła ucieszona blondynka.-Kiedy?
-Pewnie niedawno.-mruknął Chejron.-Najwyraźniej wiadomość nie zdążyła dojść.
-Właściwie to zostałam uznana osiem lat temu, proszę pana.-sprostowała i nastała cisza. Jej przyjaciele pewnie zaczęli łączyć obie daty. "Bywa."
-To...-zaczął i zaraz odchrząknął.-W takim razie, kto jest twoim rodzicem?
-Tanatos.-odrzekła pewnie.-Moim ojcem jest Tanatos. I, nawiasem mówiąc, spóźnia się z moim prezentem urodzinowym.-założyła ręce na piersi czekając na jakąkolwiek reakcje.
-Oh. No cóż.-Chejron uśmiechnął się do Lynn.-Witamy cię w Obozie Półkrwi Evelynn Nicolo Solace di Angelo, przybrana córko Nico di Angelo i Willa Solace'a, córko Tanatosa.
-Dziękuje.-skinęłam mu głową i usiadłam. "Już po wszystkim."
-A na ten prezent nie masz co liczyć!-Eve usłyszała śmiech ze strony stolika Hermesa.
-Na prawdę?-zawołała udając zrozpaczoną.-Zwykle wysyłał chociaż kartkę!-znowu usłyszała śmiech więc w lepszym humorze odwróciła się do stolika.
-Evelynn.-usłyszała zniecierpliwiony głos za plecami a rozmowy w pawilonie umilkły.
-Szlag by trafił.-mruknęła odwracając się.
-Kto cie uczył takiego słownictwa?-westchnięcie.
-Ja nic nie wiem, tato.-uniosła dłonie w obronnym geście i spojrzała na stojącego przed nią boga. Często pokazywał jej się w snach lub słyszała jego głos. Jakaś trójka dzieciaków podniosła sie ze stolika. "To chyba moje rodzeństwo." pomyślała widząc ich reakcje.
-Siadajcie, dzieci.-ojciec pokazał im ręką, że mają opaść na ławki co zrobili rozczarowani.-Evelynn.
-Tak, tato?-zapytała już znudzona ta rozmową i wzrokiem wszystkich obozowiczów.-Cos ważnego czy po prostu znowu rujnujesz mi życie?-powiedziała spokojnie. Ojciec prychnął zirytowany tą rozmową co najmniej tak samo jak ona.
-Dobra, dobra nie żartuj sobie ze mnie.-pstryknął palcami.-Masz.
-Co mam?-zapytałam.
-Chciałaś prezent to dostaniesz.-przewrócił oczami.
-Czy to szczeniaczek?!-zawołałam z przesadzoną wesołością.
-Możesz przestać?
-Tak, jasne.-skinęła głową i usiadła na ławce.-Możesz już iść?-machnęła na niego lekceważąco ręką odwracając. Po chwili poczuła ciepły powiew wiatru który smagnął jej policzek. Przymknęła oczy i czekała aż skończy. Po chwili nie czuła już nic więc spokojnie zaczęła pić wodę.
-To było ciekawe.-zaczął Chejron. Zaraz zewsząd rozległy się szepty, wiec Lynn wstała i postanowiła pójść wcześniej na zajęcia szermierki. Nie to że obchodziło ja co mówią ludzie, bo nie obchodziło. Długo uczyła się ignorancji wobec innych więc teraz świetnie jej to wychodziło. Spokojnie podążała ścieżką trzymając się cienia a unikając słońca.
-Tak to się nigdy nie opalisz.-usłyszała głos niedaleko. Odwróciła się w stronę czarnowłosego chłopaka.
-O co chodzi?-zapytała po prostu ignorując jego uwagę.
-Musi o coś chodzić?-wzruszył ramionami.
-Przerwałeś śniadanie.-przypomniała mu i odwróciła się machając mu dłonią po czym zaczęła iść.
-Wiesz, zastanawiałem się nad czymś.-zaczął niepewnie równając się z nią
-Mhm?
-Czy twoje uznanie miało związek z...twoja izolacja?
-Nie.-odparła spokojnie.-To nie to.-ruszyła dalej nie przejmując się chłopakiem.
-Tak chciałem tylko zapytać.
-Spoko.
W ciszy doszli na arenę wchodząc na gorący piach.
-Chcesz poćwiczyć?-zapytał chłopak biorąc do ręki miecz ze spiżu.
-Nie. Chciałam tylko zobaczyć jak to wszystko wygląda i poczekać na lekcje szermierki.
-Właśnie! Nawet nie zaproponowałem ci oprowadzenia po obozie!-uderzył się w czoło.-Oprowadzić cię dzisiaj?
-Nie, dzięki.-odwróciła wzrok.
-Ale...
-Nie.-powtórzyła. Tak właściwie nie chciała spędzać z nimi więcej czasu niż powinna. "Przecież nie przyjadę tu w przyszłym roku, prawda?"
-A dlaczego?-dopytywał się chłopak. Na szczęście przed odpowiedzią uratował ją czarnowłosy mężczyzna z turkusowymi oczami.
-Hej, wujku.-dziewczyna pomachała mu.
-Lynn?-Percy odwrócił się w ich stronę.-Wow, ale wyrosła.-roześmiał się podchodząc bliżej.-Dawno się nie widzieliśmy.
-Tak, rzeczywiście. Podobno uczysz tu szermierki?
-Tak, własnie.-posłał jej ten swój zwyczajowy sympatyczny uśmiech, ale nie odwzajemniła go odwracając wzrok.-Jak miło że się w końcu spotkaliście. Dylan tak bardzo marudził. Serio. Mówię ci...
-Tato.-jęknął chłopak, a jego ojciec wzruszył ramionami udając głupiego i puścił Lynn oczko. Tym razem kąciki jej ust zadrżały zdradzając rozbawienie.
-Idziecie na dzisiejsze ognisko?-Percy bardzo zręcznie zmienił temat.
-Taki mamy zamiar.-chłopak odpowiedział zanim zdążyłam zrobić to sama.
-Przepraszam, ja nigdzie nie idę.-uniosła dłonie w obronnym geście.
-No weź! Ognisko jest na twoją cześć i w ogóle!-oczy zabłysły mu a uśmiech poszerzył. "Taki naiwny."
-Nawet jeśli, to podziękuje.-westchnęła zaczynając rozgrzewkę. Najpierw rozciągnęła mięśnie rąk stosując kilka zwykłych, standardowych ćwiczeń. Potem zaczęła robić skłony jednocześnie przysłuchując się rozmowie ojca i syna.
-Przestań, Dylan.-zachichotał Percy.
-Ale co?-zapytał chłopak z lekkim opóźnieniem.
-Przecież widzę. Wiem że jesteś dojrzewającym chłopcem...
-Bogowie, tato.-jęknął chłopak. Dziewczyna uśmiechnęła się pod nosem.
-...ale nie musisz patrzeć na jej tyłek.-momentalnie uśmiech spełzł jej z twarzy i poczuła gorące wypieki na policzkach. "Bogowie, wujku! Nie wierze, że to powiedział. Ani że Dylan nie zaprzeczył." Evelynn odchrząknęła i wyprostowała się kiedy na arenę zaczęło przychodzić coraz więcej ludzi. Najwyraźniej niektórzy chcieli tylko pooglądać sparringi i pewnie pośmiać się z przegranych. Reszta zaczęła zakładać lekkie zbroję ćwiczebne i wybierać broń ze stojaków. Dziewczyna miecz miała przy sobie wiec poszła tylko szukać zbroi.
-Weź ten.-polecił jej jakiś chłopak uśmiechając się przebiegle.
-Bo?-spojrzała podejrzliwie na napierśnik w jego rekach.
-Bez powodu.
-Wiesz, podziękuję.-wyminęła go i znalazła coś na własną rękę. Szybko zapięła zabezpieczenia i założyła dodatkową ochronę czyli naramienniki i nagolenniki i całą resztę. Evelynn widziała że reszta radzi sobie mniej sprawnie, ale ona miała większe przeszkolenie tego typu. Znalazła jeszcze pasujący hełm i schowała pod nim włosy, po czym chwyciła poręczny sztylet i przypięła go przy drugim biodrze. "Świetnie." Zaczekała jeszcze chwilę, a kiedy zaczęło jej się nudzić wyjęła miecz i zaczęła się nim bawić.
-Nie popisuj się tak, nowa.-syknął jadowicie jakiś chłopak w pełnym rynsztunku.
-Nowa?-zapytała dziewczyna unosząc brew czego pewnie nawet nie zauważył.-Rzeczywiście, pierwszy raz jestem w obozie.
-Tak? To świetnie.-myślała że zaraz splunie jej w twarz ale nie zrobił tego tylko odwrócił się na pięcie i odszedł. Zaraz do Lynn podszedł zaniepokojony Dylan.
-Czego od ciebie chciał?-spojrzał na odchodzącego chłopaka.
-Życzył mi powodzenia.-odpowiedziała i dla wypróbowania ostrza machnęła mieczem.
-Ej!-chłopakowi minął zły humor i zaśmiał się serdecznie.-Nie zabij kogoś, jasne?
-Jeśli chodzi ci o mojego ojca...-zaczęła, żeby zobaczyć jak chłopak się czerwieni.
-Oh.-podrapał się po karku.-Wiesz, na prawdę nie miałem nic złego na myśli i...
-Spokojnie wiem. I spróbuje.-poklepała go po ramieniu i ruszyła do szeregu i reszty dzieciaków.
-Dobra, dzisiaj ćwiczymy w parach!-zawołał Percy starając się przekrzyczeć młodzież.-Sami się dobierzecie czy ja mam to zrobić?
-Chcemy sami, psze pana!-krzyknęło kilka osób a reszta już łączyła się w pary.
-Dobra! Dylan z Contie! Sheldon z Alec'iem! Annie z Michelle! Evelynn z Gusem!-zaczął wyliczać Percy ignorując głosy sprzeciwu nastolatków.
-Czekaj tato.-podszedł do niego Dylan. Myślałam że będzie miał problem żeby walczyć z dziewczyna, ale to nie było to.-Może lepiej nie dawać Evelynn z Gusem?-zapytał z nadzieja w głosie. Ojciec położył mu dłoń na ramieniu i odezwał się delikatnie.
-Aż tak boisz się o Gusa?-zapytał współczująco. Evelynn musiała parsknąć śmiechem słysząc te słowa.
-Przepraszam.-westchnęła łapiąc oddech.-Poradzę sobie. A Gus to...?
-Ten który "życzył ci powodzenia."-zaznaczył nawias ruchem palców.
-A jasne.-wyważyła miecz w dłoni.-Spokojnie.
-Widzisz!-Percy uderzył Dylana w plecy i odszedł sprawdzając pary. Chłopak wymamrotał do Eve słowa pożegnania i odszedł do swojej pary. Dziewczyna cierpliwie czekała aż podszedł do niej Gus. W milczeniu usiedli niedaleko siebie na trybunach, żeby móc szybko dostać się na dół kiedy zostaną zawołani. Nie wymienili żadnego słowa. Nie musieli.
Zaczęła się pierwsza walka. Dylan pojedynkował się z ładna dziewczyną o jasnych włosach wystających spod hełmu. Radziła sobie całkiem nieźle i Evelynn nie zdziwiła się kiedy usłyszała że to córka Afrodyty. Doskonale wiedziała że te dzieci wcale nie są dobre tylko i wyłącznie w gadaniu. Ostatecznie wygrał chłopak ale Contie i tak wyglądała na całkiem zadowoloną. Uściskała go przelotnie i oboje zajęli miejsca na trybunach, na samym dole.
-Halo!-Percy machał z dołu w stronę czarnowłosej dziewczyny.-Chodźcie! Lynn! Gus!-dziewczyna wstała i spokojnie zeszła na dół, kiedy chłopak wprost wbiegł na piach uwalniając tumany kurzu. "Jest nabuzowany." od razu pomyślała, wiedząc już że szybko sobie z nim poradzi.

*Przepraszam, że przerywam w takim momencie, ale wspominałam jakoś na początku, że kilkanaście rozdziałów mam napisanych z wyprzedzeniem i czasami ciężko mi je dzielić :|
*Ponadto zapraszam do polubienia strony na facebook'u: https://www.facebook.com/RibbonPisze *bo dlaczego by nie założyć :')*

8 komentarzy:

  1. Napewno nie polubiłam tego Gusa ;_; Ale reszta jest świetna! Czekam na dalsze części Ribb ^^

    OdpowiedzUsuń
  2. Długo się przełamywałam żeby przeczytać Twojego bloga ale warto było ♥ czekam na next ♥ bardzo fajnie piszesz i wgl i Nick *-* *dobra fangirl ignoruj to*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sama kocham ten nick i wszędzie go używam :') Dziękuję! Następny rozdział własnie jest publikowany.

      Usuń
  3. Następny, następny, następny! ♥

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Własnie poprawiam błędy ^^ Miło że ci się podoba.

      Usuń
  4. Kto wrócił do czytania i komentowania ?
    Ekhem... ekhem... JAAA!!!
    Wgl.. to dawaj następny rozdział bo chcem xdddd
    Zajebistee C:
    Czemu moje komentarze to takie .....***********************************..... ehhh...
    Ribb <3 Jól <3 Lofff <3 Sis <3 Mame <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ekhem...proszę o usunięcie mojej ksywki-imienia XDDD i tak każdy je zna ale oke.
      I kazdy twój komentarz jest przepiekny <3
      Kocham!

      Usuń